Procedury dublińskie decydują o odsyłaniu emigrantów w ciągu sześciu miesięcy
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu wydał ważny wyrok w sprawie tzw. procedur dublińskich.
Niemcy stają się odpowiedzialne za przeprowadzenie procedury azylowej po upływie określonego terminu, jeśli państwo właściwe zgodnie z rozporządzeniem dublińskim odmówi przyjęcia osoby ubiegającej się o ochronę. Potwierdził to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu w swoim wyroku.
Tłem sprawy jest skarga Syryjczyka, który złożył wniosek o azyl w Niemczech w 2023 roku. Niemiecki Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców odrzucił jego wniosek, wskazując, że za rozpatrzenie zgodnie z zasadami systemu dublińskiego odpowiedzialne są Włochy, i zarządził jego deportację.
Zgodnie z rozporządzeniem dublińskim obowiązuje zasada, że kraj Unii Europejskiej, w którym dana osoba ubiegająca się o azyl została po raz pierwszy zarejestrowana, odpowiada za przeprowadzenie procedury. To tzw. zasada pierwszego kraju.
Zgodnie z prawem takie osoby mają być odsyłane do "pierwszego" państwa, w rozpatrywanym przypadku do Włoch. Jednak w 2022 roku Włochy poinformowały, że nie będą przyjmować migrantów odsyłanych w ramach procedur dublińskich. Niemiecki sąd administracyjny zapytał TSUE, czy taka odmowa automatycznie oznacza przejęcie odpowiedzialności przez Niemcy.
Trybunał wyjaśnił, że Włochy - mimo swojej decyzji - pozostają początkowo państwem odpowiedzialnym za procedurę azylową. W przeciwnym razie cały system zostałby podważony. Sędziowie podkreślili przy tym, że państwo odpowiedzialne zgodnie z zasadami dublińskimi nie może jednostronnie uchylać się od swoich obowiązków.
Jednocześnie Trybunał przypomniał o obowiązującej w rozporządzeniu Dublin III zasadzie sześciu miesięcy: odesłanie musi nastąpić co do zasady w tym terminie. Po jego upływie odpowiedzialność przechodzi na państwo, z którego dokonano próby przekazania. „Ten automatyzm gwarantuje, że dana osoba ma skuteczny dostęp do procedury azylowej” – zaznaczył TSUE.
