Reklama

The „Poles go home” syndrome

Wtorek, 6 Wrzesień 2011

Niepokoi mnie ostatnio tendencja, która nasila się przy okazji każdej publicznej wzmianki o irlandzkim kryzysie; niemal natychmiast pojawiają się głosy, obwiniające o niego obcokrajowców. Zresztą, nie dotyczy to tylko kryzysu, jak zawsze w sytuacjach podbramkowych, szuka się winnego wszystkich kłopotów i mniejszości narodowe zawsze są dyżurnym kozłem ofiarnym. Deficyt? Poles go home. Bailout? Poles go home. Jak słowo daję, ptasia grypa, wulkan w Islandii, podatki Bono? Poles go home. Trochę jak w tym kawale o Jasiu, któremu się wszystko kojarzyło z d...., tak co poniektórym wszystkie problemy tego kraju natychmiast kojarzą się z Polakami, bo to z nami duża częśc tego ludu utożsamia jakąkolwiek przybyłą masę. Najgorzej sprawa wygląda w Internecie. Nawet przy informacji o rekordowym baby boomie i wzmiance, że 24% dzieci urodzonych w Irlandii to potomstwo obcokrajowców, jak grzyby po deszczu pojawiły się opinie, że
wszyscy Polacy siedzą na zasiłkach, jesteśmy tu po to, żeby doić irlandzki system, a nasze dzieci rodzą się tylko w tym celu, byśmy mogli dostawać zapomogi. Trochę to szokujące, zwłaszcza że o tę stówkę z ogonem miesięcznie, którą rząd przyznaje na dziecko, chyba naprawdę nie warto by było kopii kruszyć, i wyjeżdżać na drugi koniec Europy. Niemniej jednak, jak przeczytałem, nasze dzieci doją irlandzki system i są przyczyną wszystkich nieszczęść tego kraju.
Po kilku względnie trzeźwych komentarzach, które zwykły obwiniać rząd za masowe wpuszczenie nas w te strony, obowiązkowo pojawia się jeden albo dwa nawołujące do rozsądku, które giną wśród kolejnych kilkunastu, jeżeli nie kilkudziesięciu zaczynających się jednakowo: Poles go home! W wersji mniej dyplomatycznej, Poles fuck off.
Z ciekawości wybrałem się na wirtualną wycieczkę po kilku różnych miejscach, by zobaczyć jak irlandzcy internauci reagują na Polaków, i ku mojemu zdziwieniu, „Poles go home\", że daruję sobie cytowanie bardziej dosadnych opinii, wyskakiwało dosłownie przy każdej okazji. Zbluzgano nas nawet pod filmem z polskiej wigilii na youtube, i to w taki sposób, że ja przy całym swoim zapędzie do obrazoburstwa nigdy w życiu bym się na to nie zdobył, bo wierzę naiwnie, że istnieją jakieś granice. Ciekawe jakie życzenia świąteczne składali sobie autorzy tych słów. „Aby szlag trafił Polaków, amen?\"
Niedawno tragiczna w skutkach była pod tym względem wiadomość na temat setek milionów euro, które rzekomo Polacy wysyłają co roku do Polski, „okradając\" tym samym coraz biedniejszą Irlandię. I nikt przy tym nie zauważył, że zarobiliśmy te pieniądze uczciwą harówką, zapłaciwszy przy tym podatki, i możemy je wydawać albo wysyłać gdzie nam się rzewnie podoba. Już nie wspominając, że ja sam nigdzie żadnych pieniędzy nie wysyłam, a wprost przeciwnie, jestem jednym z niewielu ludzi, którzy z Polski do Irlandii wywieźli swego czasu swoje oszczędności. Skromne, bo skromne i szybko się rozlazły, ale zawsze. Mało tego, nie doję systemu, a wprost przeciwnie, system nie jest dla mnie zbyt przyjazny - irlandzkiemu fiskusowi dopłacam frajerskie 10% podatku z moich honorariów za książki i publikacje wydane na terenie Polski. W RP są opodatkowane 10-procentowo, tu zaś obowiązuje mnie podatek 20%, więc mimo umów o
unikaniu wzajemnego opodatkowania muszę Irlandii za darmo oddać pieniądze, które nie były zarobione na jej terytorium.

Lecz nic to. To ja okradłem Irlandię, zabrałem jej pracę, doję jej system socjalny i basta.

Co prawda należy przyznać, że zazwyczaj piszą to osobnicy, których poznaje się po tym, że nie umieją odróżnić „there\" od „they are\" i nie mają pojęcia o użyciu apostrofu. Wydaje mi się też stosunkowo oczywiste, że nie mają pojęcia także i o rzeczywistości, bo przy tak wielkiej masie ludzkiej jak polska diaspora w tych stronach może i faktycznie znajdzie się łachudra albo kombinator, ale założę się, że łachudrów i kombinatorów jest znacznie więcej po drugiej stronie barykady. Wiem, bo sam widziałem całe rodziny Irlandczyków żyjące na zasiłkach niemal profesjonalnie. Jeżeli którykolwiek z naszych znalazł się „na doli\", to po pierwsze, nie załatwił jej sobie układami, tylko ciężką pracą, i nikomu niczego nie kradnie. Nie wspominając, że najprawdopodobniej nie znalazł się na bezrobociu z wyboru, bo jak mogą pamiętać co starsi Irlandczycy, my nie przyjechaliśmy tu siedzieć na zasiłkach.
Przyjechaliśmy tu robić wszystko to, czego im się nie chciało. Trochę to żałosne, że teraz, kiedy im się zachciewa, wpadli na pomysł, by obarczyć nas za to odpowiedzialnością. A najlepiej, byśmy wyparowali.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zachodzi tu żadna kwestia sporna, a i bezsilna złość też jest nie na miejscu, bo nie ma na co się złościć, i wierzę, że dla normalnych Irlandczyków ta sprawa też jest oczywista i nie wymagająca analizy. Ale wspominam o tym wszystkim tylko dlatego, że nie wolno bagatelizować tych sygnałów, bo motłoch to największa i zarazem najgorsza siła napędowa wszelkich kłopotów. Głos motłochu nie ma znaczenia w wielu sferach, ale paradoksalnie w sprawie tak istotnej jak ta, niestety musi zostać dostrzeżony i bacznie podsłuchiwany. Ponieważ to motłoch zwykle burzy wszelkie porządki, nie ugrzecznieni humaniści. I alergia na mniejszości narodowe również jest tradycyjną domeną motłochu. A kiedy w państwie dzieje się źle, mniejszości narodowe są zawsze dyżurnym kozłem ofiarnym i nie muszę chyba przywoływać koronnego przykładu tej tendencji. Bo jak napisał jeden z irlandzkich
„komentatorów\" na portalu breakingnews.ie, podsumowując całą tyradę o tym, że wszędzie widzi Polaków i ich dzieci, i że wszyscy żyjemy z zasiłków: „To się wkrótce zagotuje, ja wam mówię. Potrzeba tylko iskry. Rząd powinien wykonać jakieś ruchy, zanim wykona je zwykły obywatel\". I to już nie brzmi za wesoło, jakiekolwiek ruchy ten człowiek miał na myśli.

Prawdopodobnie nic takiego się nie stanie, o ile nie będzie się dostarczać tym ludziom kolejnych powodów do irytacji. I z tego punktu widzenia uważam, że prasa na wyspach wyjątkowo opacznie pojmuje pojęcie etyki dziennikarskiej, o ile celowo nie wsadza kija w mrowisko. Jaki był cel, równolegle z ogłoszeniem, że kraj jest na progu bankructwa, kiedy ludzie tysiącami tracą pracę i wychodzą na ulice, nagle podać do publicznej wiadomości, że Polacy wywieźli z Irlandii 840 milionów euro? Czy komuś krwi potrzeba, bo nie rozumiem? Byłoby o czym pisać, prawda?

Jaki jest cel wytykania, w momencie kiedy rząd ogłasza cięcia budżetowe, że 24% dzieci w tym kraju to obcokrajowcy, sugestywnie dodając skąd pochodzi najliczniejsza ich część? I nie trzeba sobie już nawet dopowiadać, ile pieniędzy nas kosztują? Shame on you, panowie koledzy redaktorzy. Joseph Goebbels byłby z was dumny.

Końcem końców, skoro już mówimy o „home\", to przecież naszym domem jest Irlandia. Przecież my nie mamy już innego domu.

Czy się mylę?

Komentarze
reklama
Nadchodzące wydarzenia
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00