Reklama

Minister Rostowski chce być naszym Posłem na Sejm RP.

Środa, 14 Wrzesień 2011

  Przebrzmiało już niedzielne spotkanie pana ministra Rostowskiego z irlandzką
Polonią. Polski Minister Finansów kandyduje na posła na Sejm RP z listy Platformy
Obywatelskiej. Jest trzeci na warszawskiej liście, na którą właśnie mogą głosować Polacy
mieszkający za granicą.

Dobrze zorganizowane spotkania.

W zaproszeniu na spotkanie rozesłanym, między innymi, do dziennikarzy,
czytamy: „Spotkanie jest organizowane przez Grupę Inicjatywną Wybory 2011. Grupę
Inicjatywną Wybory 2011 tworzą społecznicy, zaangażowani w działalność polonijną,
reprezentujący postawy proobywatelskie, dla których bliskie są wartości demokracji.
Zbliżające się wybory postrzegają jako świetną okazję do dyskusji o sytuacji Polaków
za granicą, w szczególności z udziałem polityków ubiegających się o mandaty poselskie
i senatorskie. Grupa Inicjatywna Wybory 2011 jest niezależna od jakichkolwiek partii
politycznych, zas jej działania ukierunkowane są na umożliwienie zaprezentowania się w
Irlandii kandydatów wszystkich opcji politycznych\". Grupę Inicjatywną Wybory 2011 tworzą:
Emilia Marchelewska (Cairde), Beata Molendowska (IPS), Anna Paś (Polski Express), Anna
Pospieszyńska (Mosaic Arts Movement), Artur Banaszkiewicz (Polska Akademia Otwarta
SWSPiZ), Marcin Czechowicz (Pomoc Bezrobotnym), Barnaba Dorda (SIPTU), Krzysztof
Kiedrowski (IPS), Michał Klebs (Społecznik, niezrzeszony). Wszyscy oni wykazali się w
wysokim stopniu profesjonalizmem, organizując te spotkania (było ich kilka: pierwsze,
z Michaelem Noonan\'em, irlandzkim Ministrem Finansów, drugie, z przedstawicielami
polonijnej oświaty, kultury, organizacji społecznych, trzecie, z dziennikarzami polonijnymi
i irlandzkimi (pojawiła się telewizja państwowa RTE, był też Irish Times, Irish Independent
i kilkoro innych), czwarte, otwarte, ze wszystkimi chętnymi. Wielkie brawa dla
Organizatorów, przede wszystkim dlatego, że w ogóle im się chciało. Zdaniem innych, na
największe uznanie zasługuje Barnaba Dorda, bo, jak twierdzą dobrze poinformowani,
jego wkład i zaangażowanie było wyjątkowo znaczące. Nawiasem mówiąc, Barnaba, jako
pracownik SIPTU pomógł już wielu rodakom, kiedy ci tracili pracę, nie otrzymywali należnych
wynagrodzeń, czy zwyczajnie nie wiedzieli, co począć w zawiłościach emigracyjnego żywota.
Nie bez kozery zatem jest wywołanie go tu do tablicy, bo należy głosić otwarcie, że są także
wśród nas tacy, którzy mają dobrą wolę, czynić ludziom dobro. Barnaba Dorda ją posiada
bez dwóch zdań.

Wystąpienia ministra Rostowskiego.

Spotkania, w których uczestniczył pan minister można generalnie podzielić na te, na
których głównie słuchał i te, na których mówił. Najwięcej do powiedzenia mieli panu, in
esse, ministrowi i, in spe posłowi, Rostowskiemu ludzie związani z oświatą, organizacjami
społecznymi i kulturalnymi kojarzonymi z Polonią w Irlandii. Minister Rostowski stwierdził,
że wyniósł ogromną wiedzę z tego spotkania i będzie ona dla niego wskazówką do dalszych

działań. Pożyjemy, zobaczymy. Bardzo dobre było wystąpienie pana ministra przed
dziennikarzami. Radowało się serce, gdy „Nasz Minister\" dawał odpór zarzutom irlandzkich
mediów, jak to rzekomo Polacy nadwyrężają tutejszy budżet, korzystając w pełni z
przysługujących im benefitów lub przez to, że wysyłają znaczne kwoty do Polski. Podnoszona
była także poważna kwestia pobierania irlandzkiego child benefit poza granicami Irlandii. Z
ust ministra wielokrotnie padał termin, „solidarni\", by wspólnie stawiać czoła biedzie w
trudniejszym czasie równie ochoczo, jak wspólnie czerpało się korzyści i zyski w dobie
Celtyckiego Tygrysa. Nie należy, zdaniem ministra, teraz szukać kozła ofiarnego, który
poniesie niezawinione konsekwencje kryzysu światowego. „Sami przecież intensywnie tych
Polaków do siebie zapraszaliście, więc do kogo i o co teraz macie pretensje?\" Skonstatował
minister Rostowski po jednym z pytań z sali. Wielokrotnie także samo polski minister
podkreślał, że ponad podziałem na, my – Irlandczycy i oni – Polacy, istnieje byt nadrzędny,
jakim jest Wspólna Europa, która jednoczy \'naszych\' i \'waszych\' we wspólnych kryzysach i
prosperitach. Jednym słowem pan minister zachował się tak, jak powinien dokładnie
zachować się polski mąż stanu, gdy wypowiada się dla zagranicznych mediów o swoich
rodakach. Polski Minister Finansów przy tym wszystkim zachowywał wielką klasę, co
przydawało jemu samemu, ale i nam, Polakom, jedynie splendoru bliższego salonom
europejskim niż polskiej rubaszno – prowincjonalnej klasie politycznej. Skoro już, jak się
okazuje, nie ma odwrotu, bo politycy w Polsce upatrzyli sobie nas jako swój elektorat i będą
się tu zjeżdżać pasjami z coraz większą częstotliwością, to lepiej, żeby pojawiali się tu tacy
politycy, którzy nie popsują nam dobrej reputacji, którą w Irlandii zdobyli sobie Polacy sami
(Niezależnie od wszelkich mankamentów, to Polak w Irlandii, nie ma łatki złodzieja, jak w
Niemczech, tylko dobrego pracownika, a na ten wizerunek Polonia zapracowała sobie
sama). W roli europejskiej klasy męża stanu pan minister Rostowski odnajduje się
swobodnie i w pełni, inna sprawa, że ani on, ani wszyscy pozostali z 400 posłów i 100
senatorów, tego i przyszłego polskiego parlamentu Polakom w Irlandii nie mogą lub nie chcą
dać nic lub bardzo niewiele. Tu minister nie ponosi personalnie winy, bo zwyczajnie władze
partii ubrały go w nieswoje buty, wysyłając poważnego człowieka, by mówił niepoważne
rzeczy. Było widać, że się pan minister nieco sumituje przy niektorych pytaniach w trakcie
spotkań, ale cóż było zrobić, gdy rząd polski ustami swojego ministra oferuje ludziom, którzy
w zeszłym roku, jak podaje prasa irlandzka, wysłali do Polski ponad 800 milionów euro (800
000 000€) oferuje 80 tysięcy złotych (80 000 PLN), jako wsparcie dla szkół polonijnych. To
około 20 000€, łatwo zatem policzyć, że za tę kwotę będzie można wyposażyć każde polskie
dziecko w Irlandii w długopis i tabliczkę czekolady. Rząd w Polsce i pozostali politycy nie
powinni zapominać, skoro już nas namierzyli w swoich niecnych politycznych planach, kto tu
jest biednym krewnym? W Irlandii szkoły polonijne, poza SPK, zakładali własnym sumptem
rodzice polskich dzieci, którzy jednocześnie czesem bywają polskimi nauczycielami. Jeśli
otrzymywali wsparcie, to nie z Polski, tylko z Irlandii. Polskie uczelnie w Irlandii organizowały
się same i nikomu w Polsce nie przyszło do głowy, żeby ustanowić choćby granty dla polskich
dzieci i studentów lub wesprzeć te placówki oświatowe i uczelniane merytorycznie w postaci
programów lub specjalnych podręczników. Dziś natomiast, gdy przydałoby się głosy Polonii

liczącej w Irlandii prawie 200 000 dusz, minister zapowiada, że w Polsce jest już taki
dobrobyt, że premier rządu jest gotów zakupić i wysłać polskim dzieciom w Irlandii dużą
torbę lizaków (bo jak proponowana kwota ma pomóc wszystkim lub komukolwiek z osobna?
). Chyba, że to jest jakiś diaboliczny plan polskich polityków, by rzucony ochłap jak to jabłko
niezgody miało skłócić polską Polonię? Wiadomo wszak, ża aby poróżnić Polaków, to 80
000PLN byłoby kwotą aż nadto użyteczną. Padła także wprawdzie kwota 1 miliona złotych
polskich (1 000 000PLN) z ust polskiego ministra, ale ma ona znaleźć się w projekcie już po
wyborach, czyli chyba w myśl zasady, „Jak nas wybierzecie, to dostaniecie\". Czekaj zatem
tatko lata. Pytań było szereg i odpowiedzi ministra, lepszych lub gorszych taże siła, ale, co
nie jest bynajmniej żadną miarą winą kandydata na posła, okazuje się, że program
kierowany do jakiejkolwiek Polonii po prostu nie istnieje. W Warszawie ktoś wykoncypował,
i nie jest to wynalazek oczywiście wyłącznie Platformy Obywatelskiej, by zrobić z Nas mięso
wyborcze, któremu spróbuje się wmówić, że mają swojego przedstawiciela w Sejmie RP.
Otóż nie będą go mieli dopóty, dopóki partie nie stworzą w swoich programach konkretnych
pakietów proponowanych ustaw, ulg, etc., idących w sukurs Polaków żyjących za granicą i
powracających z emigracji do kraju. Skoro takich planów nie ma teraz, gdy składa się
przedwyborcze obietnice, to jak mamy uwierzyć, że ktokolwiek poźniej już, w Sejmie
zabierze choćby głos w Naszej sprawie? Większość propozycji pana ministra było słusznych i
poprawiłoby relacje Polonii z krajem. Wydaje się bowiem, że największej pomocy potrzebują
i oczekują Polacy powracający z emigracji do kraju, bardziej niż ci, pozostający za granicą.
Daje to także większe pole do popisu polskim politykom, jak bowiem przyjmą i ułatwią
powrót do normalnego życia w polskiej rzeczywistości powracającym do kraju. Ciężko
powiedzieć, czy takie plany narodziły się już w głowach polskiej klasy politycznej, czy nadal
pozostają indywidualnymi ambicjami erudytów i światowców pokroju ministra
Rostowskiego. Tego stwierdzić niestety z całą pewnością się nie da. Jan Vincent-Rostowski
obiecuje i zapewnia, że jako poseł upomni się o Polaków mieszkających w Irlandii i będzie w
sejmie RP reprezentował Nasze interesy.

Niezależnie od wszystkiego nie ulega żadnej wątpliwości, że takie spotkania są
szalenie potrzebne i ważne. Chwali się także panu Ministrowi Rostowskiemu, że zwyczajnie
chciało mu się tu przyjechać i spotkać z Nami, bo wcześniej jakoś nikt się specjalnie nie
fatygował. Cieszy, że irlandzkie media mogły ujrzeć i rozmawiać z polskim par excellence
mężem stanu, co tylko może wzmocnić Nasz dobry w Irlandii wizerunek. Warto wysłuchać
pozostałych kandydatów, jeśli się pojawią, co mają do powiedzenia. Pamiętać należy
wszakże o jednym: żeby później krytykować i narzekać, co jak słońce na niebie jasne jest, po
Polakach się z pewnością pokaże po wyborach, trzeba najpierw na te wybory pójść i
zagłosować. Kto nie głosuje, ten nie dyskutuje. Takie powinno obowiązywać prawo.
Organizowane zaś powyższe spotkania, nie są po to by przesądzić wynik wyborów, lecz by
pomóc, Nam wszystkim w dokonaniu właściwej oceny kandydatów i podjęciu przemyślanej
decyzji przy wyborach. To samo dotyczy sie wszystkich kandydatów, zaprezentujcie się
Wyborcom, skoro stworzono wam do tego dogodną platformę (nie mylić z obywatelską), a

Wyborcy z pewnością odpłacą wam wasz trud w postaci większej może nieco frekwencji
przy urnach wyborczych. Oby tak się stało i niech wygra najlepszy. Dla Nas najlepszy, rzecz
jasna.

Jan Vincent-Rostowski urodził się 30 kwietnia 1951 r. w Londynie. Jest ekonomistą,
absolwentem University of London i London School of Economics. Zaraz po ukończeniu
studiów rozpoczął pracę jako wykładowca na University of Kingston w Londynie. W
latach 1988-1995 pracował jako wykładowca w School of Slavonic and East European
Studies, University of London, a w latach 1992-1995 jako pracownik Centre for Economic
Performance, London School of Economics (LSE). W 1995 został profesorem i dziekanem
Wydziału Ekonomii na Central European University w Budapeszcie. W latach 1989-1991
był doradcą ekonomicznym wicepremiera i ministra finansów Leszka Balcerowicza. W
okresie od 1997 do 2001 r. pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Makroekonomicznej
w Ministerstwie Finansów, a w latach 2002-2004 doradcy Prezesa NBP. W 2009 r. został
wybrany przez miesięcznik \"Emerging Markets\" \"Ministrem Finansów Europejskich
Rynków Wschodzących\'\', a w 2010 r. II najlepszym ministrem finansów UE w rankingu
tygodnika \"Financial Times\" oraz \"Ministrem Finansów Roku w Europie\" magazynu „The
Banker\".

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00