Reklama

Wywiad z Pawłem Wróblewski - podróżnikiem, pisarzem, muzykiem.

Wtorek, 13 Grudzień 2011

 Paweł Wróbel Wróblewski. Artysta i podróżnik. W 2008 roku odbył samotną, siedmiomiesięczną podróż rowerem przez 13 krajów Afryki. Pokonał w sumie 11 tysięcy kilometrów przejeżdżając przez pustkowia Sahary. Paweł jest jedną z najciekawszych postaci, które poznałem mieszkając w Cork. Ci, którzy do tej pory nie mieli okazji go poznać, mają na to szansę dzisiaj.

Cześć Paweł. Na początku powiedz trochę o sobie.

Jestem z Gdańska, z Polski, obecnie pracuję w szkółce leśnej, z wykształcenia jestem malarzem, ukończyłem Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku. Moją drugą pasją jest muzyka, gram reggae razem z Non Toxic Orchestra. Trudno jest mi stwierdzić, które z moich zainteresowań jest dla mnie najważniejsze. Ja malarstwem nie zajmowałem się przez dłuższy czas, teraz wracam do tego. Muzyka jest cały czas obecna w moim życiu.

Przejechałeś rowerem 11 tysięcy kilometrów przez Afrykę. Skąd pomysł?

Mój szwagier podpowiedział mi, że rower będzie dobrym środkiem lokomocji. Ja na początku chciałem podróżować motorem, ale Mietek, który jest sportowcem i zajął w 2010 roku drugi czas w Irlandii w biegu na 100 mil, przekonał mnie, że rower to jest to...

Rozumiem, że inspiracją dla Ciebie była piosenka Lecha Janerki...

Tak, oczywiście, nawet dostałem tą płytę przed wyjazdem. W czasie podróży nie miałem jej jednak przy sobie, miałem mp3 playera, którego dość szybko ukradli mi w Maroko. Zostawiłem rower pod kawiarenką internetową i ktoś wyciągnął mi część bagażu. Bardziej niż mp3 było mi żal dobrej jakości latarki. Potem przez całą podróż cierpiałem na niedostatek latarki bo cały rynek afrykański zasypany jest chińskimi, słabej jakości przedmiotami. Dopiero w Kongu sam zbudowałem sobie latarkę z puszki po makrelach, dętki rowerowej i kawałków tych chińskich latarek i to była moja pierwsza porządna latarka od dłuższego czasu.

Jak długo przygotowywałeś się do wyjazdu? Wiedziałeś jak długo będziesz w Afryce?

Nie, życie samo się tak potoczyło. Moim zamierzeniem było dojechać do RPA i wrócić wschodnim wybrzeżem Afryki. Do wyjazdu przygotowywałem się kilka miesięcy. Wiedza jak się przygotować wynikała z moich poprzednich podróży. Połowa bagażu to były części zapasowe do roweru. Oprócz tego śpiwór, namiot, jedzenie i wiele innych przedmiotów.

Czy Afrykanie są gościnni?

Afryka jest tak dużym i różnorodnym kontynentem, że nie należy generalizować jej mieszkańców. Na przykład gościnność w Maroko przekraczała wszelkie granice mojej wyobraźni, natomiast mieszkańcy Mauretanii, którzy sami o sobie mówili, że są bardzo gościnni, okazali się bardzo zamknięci i niedostępni...

Czym to się przejawiało?

W Mauretanii zepsuł mi się rower. Podczas zjeżdżania z górki powietrze miało taką temperaturę, że musiałem jechać powoli, ponieważ gorące powietrze sprawiało, że czułem się jak kurczak na rożnie. Hamulce tak się nagrzewały, że gdybym nie miał rękawiczek, poparzyłbym sobie dłonie. Gdy dojechałem do jednej z wiosek i chciałem naprawić usterkę, pewien mieszkaniec zaproponował mi skorzystanie z cienia jego namiotu, ponieważ części roweru tak nagrzewały się od słońca, że uniemożliwiało to pracę. Po godzinie przyszedł właściciel przyszedł i oznajmił mi, że cień z tego namiotu należy do niego i muszę mu zapłacić równowartość 28€ za skorzystanie z tego cienia.

Czy w Afryce bardzo musiałeś się opierać na swoim budżecie czy raczej życie tak Tobą kierowało, że ludzie proponowali Ci jedzenie lub nocleg?

Jedzenie nie było drogie, natomiast znaczną część kosztów podróży stanowiło wyrabianie wiz. W większości wiosek gospodynie gotują jedzenie dla dużej ilości osób. Na ogół jest to proste, ale bardzo smaczne jedzenie, na przykład ariko z sosem araszidowym albo ryby smażone na oleju palmowym. Podczas podróży przez pustynie oczywistą koniecznością jest zdobycie wody. Zdecydowaną większość Sahary stanowi hamada, pustynia kamienista, podróżuje się od oazy do oazy uzupełniając niedobór wody. W miejscach gdzie są wydmy, nie da się jechać rowerem. Musiałem przenosić bagaże, a później rower... i tak co kawałek...

Ile wody zużywa się podczas jednego dnia na Saharze?

Podczas podróży przez pustynię zużywa około 15 litrów wody dziennie. Trzeba liczyć się z niedoborem wody, poza tym temperatura na Saharze powoduje, że wypaca się większość płynów i wypicie wody w oazie powoduje tylko chwilowe ochłodzenie organizmu, po którym bardzo szybko znów robi się bardzo gorąco.

Czy spotkałeś się z sytuacją, że proponowano Ci kobietę za żonę?

W wielu krajach afrykańskich żonę nabywa się drogą kupna. Małżeństwa są aranżowane. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że ilość zadowolonych par wcale nie jest tam mniejsza niż w kulturze europejskiej, gdzie ludzie poznają się bardziej na zasadzie przypadku.

Czy w Afryce rozmawia się o pogodzie podobnie jak w Irlandii?

W Afryce rozmawia się o pogodzie zdecydowanie częściej niż w Irlandii. W Afryce są rejony, gdzie pogoda jest stała (w okolicach równika) oraz takie, gdzie pogoda determinuje jakość życia ludzi. Na przykład w Kinszasie nie ma komunikacji miejskiej, więc głównym środkiem komunikacji dla ludzi niezmotoryzowanych są taksówki. Cena przejazdu zależy w dużej mierze od pogody. Gdy zaczyna się pora deszczowa popyt na taksówki jest o wiele wyższy niż w porze suchej. W dodatku taksówki jeżdżą wokoło miasta i za każdym przejazdem cena jest trochę niższa. Ludzie stoją i czekają aż ta cena spadnie, ponieważ nie opłaca im się wracać do domu gdy cena jest zbyt wysoka. Po kilkunastu okrążeniach miasta bez pasażerów taksówkarze są zmuszeni do obniżenia cen. Dodatkowo powszechnie przyjętym usprawiedliwieniem nieprzyjścia do pracy są opady deszczu. Gdyby taki sam schemat obowiązywał w Irlandii kraj ten szybko by upadł. Kraje Sahelu są bardzo uzależnione od pogody. Przez 10 miesięcy pory suchej nie jest możliwe uprawianie niczego, co powoduje, że plony zebrane podczas 2 miesięcy pory deszczowej muszą wyżywić ludność tych miejsc przez kolejny rok.

Co możesz powiedzieć o wielożeństwie w Afryce?

W Kamerunie rozmawiałem z mężczyzną, który miał 3 żony i mówił mi, że jest to bardzo dobry pomysł, uśmiechając się przy tym lubieżnie. Trzeba być bardzo majętnym, żeby te żony utrzymać. Jednym z rekordzistów w Kamerunie jest facet, który ma 140 żon i musi zatrudniać sekretarki, aby organizowały mu pożycie małżeńskie. Często jest tak, że te żony przyjaźnią się ze sobą i pomagają sobie nawzajem, ale bywają takie sytuacje, że kobieta nie jest w stanie zaakceptować ewentualnej konkurencji i odchodzi od mężczyzny.

Jak powszechnie wiadomo podróże kształcą. Czego Ciebie nauczyła Afryka?

Nauczyłem się wielu rzeczy, na przykład przed wyjazdem nie wiedziałem, że sok z baobabu jest tak smaczny. Najprościej odpowiem na to pytanie w ten sposób, że wyjeżdżając czułem się młodym chłopakiem, a wracając czułem się jak stary facet. Nauczyłem się, że jesteśmy zwierzętami skłonnymi robić bardzo złe rzeczy. Widziałem skutki działań wojennych, kalekich ludzi, trupy porzucone na poboczach dróg. Nauczyłem się tego, że pomimo ogromnej biedy, ludzie są w stanie zachować człowieczeństwo.

Na podstawie swoich przeżyć napisałeś książkę „Do ciepłych krajów". Czy możesz powiedzieć cokolwiek na jej temat? Gdzie można ją kupić?

Książka powstała na podstawie bloga internetowego, który prowadziłem podczas mojej podróży. Swoje przygody i przemyślenia spisywałem w formie dziennika i korzystając z kawiarenek internetowych wysyłałem do mojej siostry Gosi, która umieszczała je na stronie internetowej.

Powiedz coś więcej o Non Toxic Orchestra. Z czego bierze się niesamowita energia tego zespołu?

Zespół składa się z 13 osób, jak sama nazwa wskazuje to jest orkiestra, dwa wokale, dwóch gitarzystów, dwóch klawiszowców, komputer, bas, perkusja, dwa bębny, trąbka, saksofon... Tak duży skład zespołu umożliwia dużą różnorodność i bardzo ciekawy efekt gdy gra tak wiele instrumentów jednocześnie i teraz trzeba sporego wkładu pracy w ten projekt, żeby utrzymać pozytywną energię w zespole i doprowadzić muzykę do perfekcji.

Kiedy możemy spodziewać się płyty?

Na razie pracujemy nad wydaniem płyty demo w styczniu, potem zajmiemy się promocją, musimy wyrobić sobie pozycję na rynku, ale najważniejsza dla nas jest dobra zabawa, która jest siłą napędową naszej orkiestry.

Dziękuję Ci za pierwszą część wywiadu. Od siebie dodam, że książka „Do Ciepłych krajów" dostępna jest w Empikach na terenie polski oraz w salonie prasowym BaDaCz na terenie Irlandii. Gorąco ją polecam wszystkim zainteresowanym przygodami Pawła Wróbla Wróblewskiego. Druga część wywiadu ukaże się w następnym numerze MIR-a.

Z Pawłem Wróblem Wróblewskim rozmawiał Michał Sikora.

Komentarze
reklama
Nadchodzące wydarzenia
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00