Reklama

Przygoda na drodze

Poniedziałek, 14 Maj 2012

Oto historia z życia wzięta, która przydarzyła się jakiś czas temu mojemu znajomemu w Cork.

''W październiku 2010, niedaleko mojego ówczesnego domu, przejeżdżałem obok radiowozu, z którego to tutejsi stróże prawa spisywali jakiegoś chłopaczka jeżdżącego na hałaśliwym motorku. Jeden z  gardzistów zobaczył moją rejestrację i kazał mi się zatrzymać na poboczu, bo chce ze mną porozmawiać. Zdziwiłem się troszkę, ale zjechałem na pobocze. Oficer w miły sposób wyjaśnił mi, ze została złożona na mnie skarga, ze jeżdżę niebezpiecznie. Następnie odczytał mi zeznania jakiejś kobiety, która twierdziła, że 3 miesiące wcześniej wyprzedziłem ja prawie powodując wypadek, a następnie, jak mi to wypomniała, zwyzywałem ja. Mniej więcej kojarzyłem odcinek czasowy, wiec na pewno również pamiętałbym wydarzenie, jakie ta miła pani opisywała. Następnie zostało spisane moje zeznanie, w skrócie mówiące, że nie pamiętam takiego wydarzenia. Zapytałem gardziste co teraz się stanie, na co odpowiedział mi, że to zeznanie wróci do oficera prowadzącego ta sprawę i wszystko pewnie rozejdzie się "po kościach", bo przecież jest to słowo przeciwko słowu.

Jakie bylo moje zaskoczenie kiedy po powrocie z urlopu we wrześniu 2011 moi współlokatorzy poinformowali mnie, że mam wezwanie do sadu na św. Mikołaja oskarżony o jazdę bez zachowania należytej ostrożności (driving without due care). Stwierdziłem, że muszę się dowiedzieć więcej na ten temat, szczególnie że otrzymałem jeszcze zawiadomienie od jakiegoś sierżanta, że jeżeli się przyznaje do popełnianego czynu sprawa zostanie rozpatrzona w dzień rozprawy. W innym przypadku oczekują, abym się z nimi skontaktował, ponieważ chcą abym złożył stosowne wyjaśnienia. W tej sytuacji poszedłem na komendę na Angelsea St. i  zapytałem o wymienionego wcześniej sierżanta. Pani na recepcji powiedziała mi że go nie zna, ale widzi na wezwaniu do sądu, że sprawa zajmuje się inna osoba - tym razem pani oficer z posterunku na Blackrock. W takim razie udałem się na tenże posterunek. Na miejscu przy trzeciej wizycie, pomimo moich próśb o kontakt, spotkałem ta przemiłą panią, która wszystko co mi powiedziała to to, żebym sobie wziął prawnika i ze ona nie może mi tego wyjaśnić. Super informacja, szczególnie że byłem bezrobotny, więc nie miałem pieniędzy na prawnika i  nie wiedziałem gdzie się o niego ubiegać.

Nadszedł dzień św. Mikołaja, więc z samego rana udałem się do sądu. Mój nr w kolejce to 47, więc usiadłem sobie w kącie i czytam co jest w  wezwaniu i o co jestem oskarżony dalej nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Jakie było moje zaskoczenie, gdy 20 min od rozpoczęcia sędzia wzywa mnie do "tablicy". Zapytał mnie, czy przyznaję się do winy. Ja odpowiedziałem, że nie przyznaję się, więc zaprosił mnie na miesiąc później na następną rozprawę, a w międzyczasie najlepiej żebym sobie znalazł prawnika, a oni prześlą mi wszystkie dokumenty. Powiedzmy, że miałem nadzieje na szybkie załatwienie tej sprawy, ale widocznie w tym przypadku tak musi być. 21 grudnia otrzymał4em wspomniane dokumenty (powodzenia w szukaniu prawnika lub kogokolwiek w tym czasie). Przeczytałem zeznanie i ręce mi opadły - według osoby, która złożyła zażalenie jestem piratem drogowym bez manier i powinno się mnie odizolować.

To zeznanie jest chyba najciekawsze w tej całej historii, bo jak dla mnie (i nie tylko) nie trzyma się kupy. Ale to oceńcie sami, gdyż ta przemiła starsza pani zeznała w skrócie co następuje:
Lipiec 2010. Jadę sobie spokojnie wąską ulicą, aż tu nagle hałas i ze straszną prędkością wyprzedza mnie samochód (tu dane mojego auta). Jak już mnie wyprzedził z bocznej drogi osiedlowej wyskoczyło mu auto, przez co unikając zderzenia musiał zarzucić samochodem i przez to prawie zderzył się czołowo z autem nadjeżdżającym z naprzeciwka. Nie mogłam uwierzyć w  jak mógł tak narazić siebie, jak również innych użytkowników drogi. Następnie wyprzedził jeszcze jeden samochód i odjechał z dużą prędkością. Około 2km dalej (podane są ogólne lokalizacje) go dogoniłam (??) i stanęłam obok niego. Otworzyłam okno i powiedziałam mu, że strasznie niebezpiecznie jeździ, na co usłyszałam "Go away an f...k yourself". Poinformowałam go, że zgłoszę to na Gardę, na co on odpowiedział 'What the f..k will they do, what the f...k can they do!!" i  odjechal, wiec pojechałam na Gardę i złozyłam zeznania.

Jak dla mnie to cale zeznanie nie ma sensu i to samo powiedział prawnik, z  którym rozmawiałem szukając porady. Jeżeli była to niebezpieczna sytuacja, to dlaczego to ja stworzyłem zagrożenie na drodze, a nie pojazd który mi wyskoczył pod kola i zmusił do odbicia na pojazd jadący na "czołówkę". Dodatkowo jak ta kobieta mnie dogoniła 2km dalej jeżeli ja tak szybko jechałem. Już nie wspomnę, że w życiu nie użyłem takiego określenia szczególnie w stosunku do miłej starszej pani.

Byłem jeszcze 3 razy w sądzie tracąc tylko czas i pieniądze, jako że za każdym razem jak się zjawiam to albo muszę się zamieniać albo brać wolne. We wszystkich przypadkach nic z tego nie wynikało, bo raz starsza pani miała wypadek samochodowy, raz miła gardzistka z Blackrock zapomniała mi przekazać, że rozprawę przeniesiono, a raz po prostu nie miała czasu.

W zeszly czwartek znowu udałem się do sądu. Tym razem złapałem jakąś prawniczkę i to ona reprezentowała mnie przed sądem. I okazało się że dobrze zrobiłem, dlatego że tym razem doszło do właściwej rozprawy. Szczegół, że sędzia znalazł czas na rozpoczęcie rozprawy ponad godzinę później niż powinien to już taka wisienka na torcie. Wreszcie nadeszla moja chwila prawdy. Najpierw została wezwana na świadka ta przemiła kobieta. Opowiedziała ze szczegółami co i jak się stało. Na końcu oskarżyciel zapytał ją czy ten mężczyzna znajduje się na tej sali, co potwierdziła. W tym momencie usłyszała 'proszę go wskazać'. Kobieta wstała z miejsca, porozglądała się, następnie przeszła się po sali włącznie z przejściem obok mnie i  powiedziała że nie widzi tej osoby (!!). Po rozprawie wyjaśniono mi, że to są prawie 2 lata i ma prawo nie pamiętać, ale co w sytuacji jak pamięta - to się liczy? Trochę się jeszcze zamieszała, jak ją prawniczka zaczęła wypytywać dlaczego nie ma pretensji do osoby, ktora zajechala mi drogę. Odpowiedziała na to, ze tak jej się wydaje, że skoro ja wyprzedziłem, to znaczy że to na pewno moja wina.

Nastepnie wezwano gardzistę, który mnie wypytywał na początku historii - nic co by miało coś zmienić - i na końcu mnie. Tu tez nie za wiele zostało powiedziane, jako że nie sądzę, żeby taka sytuacja miała miejsce i nie pamięta nic nawet w najdrobniejszym szczególe podobnego do tej sytuacji, ale niestety nie działa to na moją korzyść. Sędzia podjął więc swoja decyzję: €500 grzywny i 5 punktów karnych, dlatego ze miałem już 2 wyroki sądowe za wykroczenia drogowe, za które nie opłaciłem mandatów. Nie usłyszałem tego na sali sądowej i chyba dobrze, bo bym już nie wytrzymał nerwowo - jakie wyroki??

Wyszedłem z sali, a za mną wyszła prawniczka, która mi właśnie o tych wyrokach powiedziała. Powiedziała, że będziemy się odwoływać, ale na dzień dobry muszę wyjaśnić te wyroki. Poszedłem więc na drugą stronę ulicy, na komendę na Angelsea St. gdzie bardzo miły oficer - pewnie dlatego ze jego żona jest Polką - poinformował mnie, że rzeczywiście są dwa wyroki na moje nazwisko w aktach, tylko że jest drobna różnica - inny adres i  inna data urodzenia. Ze też nikomu nie chciało się sprawdzić takiego szczegółu jak data urodzenia.

Odwołanie nie zostało jeszcze złożone, wiec nie ma jeszcze efektu końcowego. Tak czy inaczej czuje się jak bohater jednej z lektur szkolnych, bo nie wiem co, nie wiem za co, ale mimo że jeszcze całkowitego końca nie ma, ja już straciłem dużo czasu i dużo nerwów, bo o pieniądzach nie wspomnę. Nie mogę powiedzieć że jestem święty i kilka razy jechałem szybciej niż ustawa przewiduje, ale to jest wyrok na podstawie słowa przeciwko słowu!! Nie ma żadnych dowodów, nie ma żadnych świadków. Jest osoba, która subiektywnie ocenia ze jechałem za szybko (jeżeli nawet ją tam wyprzedziłem to musiała jechać 25km/h, bo na innego rodzaju wyprzedzanie nie byłoby tam miejsca) i jestem zagrożeniem dla wszystkich, jest prawo które nie nakłada obowiązku oficjalnego informowania stron o rozprawach i ich terminach, jest oskarżyciel, który nie widzi potrzeby dokładnego sprawdzania danych w systemie i wreszcie jest sędzia, który wydaje wyrok na podstawie skargi popartej założeniem, że na pewno ta kobieta ma na pewno rację, a ten młody Polak na 100% jest piratem drogowym."

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00