Reklama

Basia Blog - odc. 11 Transsyberian Chabarowsk – Tyumen

Wtorek, 17 Lipiec 2012

To wszystko, co napisałam do tej pory na temat trudów podróży rosyjską koleją; upał, duchota, zapachy, etc., dziś zdaje się być jedynie słabym preludium do tego, co spotkało mnie w transsyberianie na trasie Chabarowsk - Tyumen. A wszystko to z miłości. Z miłości do Rosji oczywiście.

Swój pobyt w Rosji planowałam na ok. 2 tygodnie. Jednak ten kraj tak mnie zafascynował, tak bardzo zaskoczył, okazał się tak różny od mojego wyobrażenia, że pobyt swój postanowiłam przedłużyć. Podróżując samotnie i nie mając żadnych zobowiązań ani planów nic nie stanowiło problemu. Gorzej z budżetem. Wiedziałam, że pieniądze nie rozmnożą się choćbym nie wiem jak bardzo tego pragnęła, i aby swój pobyt móc przedłużyć od tej pory muszę mocno zacisnąć pasa. Tym sposobem w najdłuższą jak do tej pory trasę koleją wybrałam się najgorszą klasą...

108 godzin w otwartym wagonie i z gotówką, za którą można było kupić tubkę Pringelsów... Mój plan był ambitny, to fakt. Jednak jeśli ja nie zniosę trudów III klasy, mój budżet nie wytrzyma kosztów klasy II. Na końcu mojej trasy czeka Młody Quentin Tarantino, obiecujący prysznic z ciepłą wodą, świeży ręcznik oraz BBQ z samogonem w roli głównej. Pokusa nie do odparcia... Wszak w Rosji być i samogonu nie pić to jak do Rzymu zawitać i papieża nie widzieć! A niech tam! Jadę.

Wybierając się w samotną podróż miałam nadzieję doświadczyć atrakcji turystycznych. Los jednak dał mi klapsa i mnie samą atrakcją turystyczną uczynił. Odnalazłam swój wagon i... poczułam się jak milion dolarów. W wagonie ja i młodzi rezerwiści, wracający do domów po zakończeniu 12-sto miesięcznej służby wojskowej.

Najtrudniejsze było spotkanie. Pierwszych 12 godzin, gdy każdy chciał mnie ZOBACZYĆ. Większość miała już nieźle w czubie - wiadomo, rezerwa. Pod moją pryczą zrobiło się jak na dworcu centralnym... Chłopcy krążyli w te i z powrotem niby to idąc do łazienki, niby na papierosa. A wszystko to w atmosferze 32 stopni C, w oparach 54 spoconych ciał (tyle mieści wagon dla zuchwałych. Ten w klasie II na tej samej powierzchni i również z dwiema łazienkami przyjmuje już tylko 36 osób. W klasie I przewidziano osób 16).

Kolejne 24h upłynęło na zawieraniu znajomości. Co rusz jakiś odważniak podchodził do mnie pytając o moje imię (choć i tak wszyscy je już znali) i bardzo łamaną angielszczyzną pytali: how do you do? Za każdym razem oczy reszty kolegów zwrócone były ku nam, jakby oczekiwali czegoś niezwykłego.

Potem przyszedł czas na ukradkowe zdjęcia. Poza tym, że większość mężczyzn, w różnym wieku i zróżnicowanych nacji, przyglądała mi się mniej lub bardziej otwarcie, niektórzy zaczęli robić ukradkiem zdjęcia. Kolejni, zachęceni sukcesem kolegów, szli w ich ślady.

Dzień trzeci zaczęliśmy od piwa. Samowar nie działał i nie można było zrobić ni kawy ni herbaty więc chłopcy szybko się z tym problemem uwinęli robiąc odpowiednie zapasy na stacji. Do wieczora byliśmy już przyjaciółmi. Gdy wyjęłam z torebki aparat wszyscy bardzo chętnie pozowali do zdjęć. Niektórzy wręcz nalegali, by ich uwiecznić.

Z całej podróży najbardziej utkwił mi w pamięci jeden człowiek. Jedyny, który komunikatywnie znał język angielski. Ten, który wziął mnie pod swoją opiekę od samego początku podróży. Przeganiał ciekawskich spod mojej pryczy, spieszył z pomocą jako tłumacz, częstował jedzeniem wiedząc, że krucho u mnie z gotówką a w wyjątkowo upalny dzień kupił lody waniliowe. 22 letni Alex, który twierdził, że co prawda wojsko zabrało mu 12 miesięcy życia, jednak pozwoliło zweryfikować różne wartości. Miał czas zastanowić się nad hierarchią priorytetów i teraz już wie, że rodzice są na pierwszym miejscu a dziewczyna dopiero na drugim. Wie już, który z kolegów to prawdziwy przyjaciel a z którym można się tylko pobawić. I ja też już wiem na pewno, że "Gdy jesteś jedyną kobietą w pokoju, jesteś warta milion dolarów".

P.S. Po 108h podróży wychodząc z pociągu czułam się, jakbym wychodziła z wojska. Bo tak, jak to w wojsku (lub więzieniu) robią, odliczałam godziny uwzględniając czas polski, moskiewski i bieżący. Ten ostatni, niczym żabka w stawie, przeskakiwał od czasu do czasu...

Komentarze
reklama
Nadchodzące wydarzenia
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00