Reklama

Basia Blog - odc. 14 Mongolia

Środa, 1 Sierpień 2012

Gdy po długim śnie zaczęłam dochodzić do siebie rozejrzałam się wokół i aż oczy przetarłam z wrażenia. Nie dość, że swój czteroosobowy "pokój" dzielę tylko z jedną osobą, to jeszcze cały pociąg zdawał się być wyludniony. I wszędzie dywaniki, działające zamki w drzwiach i... o rety! Wiatrak!! Mam swój własny mieszacz powietrza.

Cena biletu mocna szarpnęła mnie za kieszeń, ale w zamian, jak widać, dostałam ekstrasy.
Pierwszego dnia długo spałam i dochodziłam do siebie. Drugiego zajęły mnie moje sprawy, za to trzeciego zaczęłam spotykać ludzi. I tak oto spotkał mnie zaszczyt zjedzenia obiadu w transsyberyjskiej restauracji z prezydentem organizacji "Bike for Peace", Tore'm Nearland z Norwegii. Podróżował z grupą 18 osób i nawet obdarował mnie książką wydaną z okazji 50-cio lecia działalności organizacji. Wybitny człowiek z bogatym życiorysem, na wpół niewidomy, przemierzający świat, odwiedzający liczne kraje, głoszący pokój i niosący ludziom nadzieje.
Zgłoszony nawet do pokojowej nagrody Nobla. W swojej karierze spotykał się z tak wielkimi postaciami, jak Lech Wałęsa, Jan Paweł II czy prezydent Irlandii Mary Robinson. Charyzmatyczny, ujmujący i pełen pozytywnej energii. Opowiedział kilka niezwykłych historii i tak mnie zaintrygował, że postanowiłam przy najbliższej okazji odwiedzić Norwegie. Przy okazji chwalił bardzo polskich pracowników. Gdy opowiedział o poparzonej i oślepionej dziewczynie z Hiroszimy, którą odwiedził w szpitalu po wybuchu bomby atomowej, poczułam wstyd, że ja, młoda i zdrowa tak niewiele zrobiłam dla świata. W duchu obiecałam sobie poprawę.

Tam przy stole dowiedziałam się również, że jednak istnieją prysznice w transsyberianach! Najbardziej jednak zadziwiło mnie, że Pani, która opowiadała, że takowy posiada (bilet w I klasie), nie zamierzała go używać. Nie była z niego zadowolona. Cały "prysznic" to rurka przepinana od zlewu do ścianki łazienkowej. No i czystość kabin zostawia wiele do życzenia. Cóż, to są chińskie wagony i na tą "higienę" trzeba być psychicznie przygotowanym. W rosyjskich wagonach często brakowało papieru toaletowego. W chińskich wagonach nie ma go wcale. A z tym prysznicem to trochę jak z Yeti... Cieszę się, że zagadkę udało się rozwiązać przed końcem podróży.

Trzeciego dnia podroży zorientowałam się, że nie mam niezbędnej mongolskiej wizy... Po raz pierwszy od wyjazdu obleciał mnie strach. Po mongolsku nie mówię, mój rosyjski jest żenujący a z kolei języki, które znam, na tym terenie są bezużyteczne. Wspomniałam mimochodem przy stole o lekkim stresie, jaki mnie nie opuszcza i powstało poruszenie.
Ludzie dyskutowali, pytali, szukali rozwiązań a potem wyjść awaryjnych, słowem - pół wagonu zaangażowało się i deklarowało pomoc. Ktoś chciał wręczać łapówkę, ktoś inny miał znajomego na granicy, ktoś inny był adwokatem. I gdy ja biegałam w nocy po peronie na granicy to po pieniądze, to po zdjęcia, moi kibice machali mi ze swoich przedziałów z nosami rozpłaszczonymi na szybach.

Pani Władza - Urzędniczka poinformowała mnie o wysokości opłaty. Jęknęłam. W przeliczeniu 64 euro. Zasugerowałam, że mam banknot 50 euro sądząc, że może oddam ten banknot i zapomnimy o wizie... Pani Władza odpowiedziała, że w takim razie wyda mi resztę w mongolskiej walucie. Zrobiłam chyba głupią minę, bo dodała, że albo zapłacę albo nie przejadę przez granice, i że mam się spieszyć z decyzją, bo cały świat czeka tylko na mnie (nieprawda, w tym czasie przepinali wagony). Nie dyskutowałam wiec dłużej, banknot podałam, resztę przyjęłam i bardzo zadowolona wróciłam do swojej kajuty. Dałam 50 euro, dostałam wizę i jeszcze mongolskiego tysiaka reszty! Dobry deal - myślałam. Może z tej okazji wypije jakiegoś drinka?... W końcu jest, co świętować. I gdy tak siedziałam i wydawałam w myśli swój tysiąc przyszło mi do głowy, żeby zapytać moją współpasażerkę, ile to właściwie jest warte? Zapytałam jeszcze raz - pokazała na kalkulatorze. I tak kolejny raz przebudziłam się ze snu o bogactwie. 100 Mongolskiej waluty to jakieś 24 rosyjskie ruble, czyli troszkę ponad pół euro...

Czwartego dnia podróży o 9 wieczorem (czasu pekińskiego) wjechaliśmy do Chin. Ku mojemu zaskoczeniu było już zupełnie ciemno. Z głośników rozbrzmiewała muzyka klasyczna na przemian z informacją, że można opuścić pociąg. Noc była piękna i straszną miałam ochotę na spacer.
Jeszcze w Mongolii dopadła nas burza piaskowa, wszędzie było pełno pyłu, a najwięcej, jak mi się zdawało, w moim nosie. I choć nasz postój był zaplanowany na 4 godziny (w tym czasie zmieniano podwozie w pociągu) to jednak nie pozwolono nam opuścić wagonów. Za to, jakby na pociechę, dano nam kupony na darmowe śniadanie i lunch. Już to Chińczycy wiedzą, jak zjednać sobie tłum.

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00