Reklama

Basia Blog - odc. 16 Pekin

Wtorek, 7 Sierpień 2012

Przybyłam w piękny, słoneczny dzień. Oczekiwałam gęstego smogu, ciemnych chmur a tu nic. Zrzuciłam, czym prędzej plecak i ruszyłam na przywitanie miasta. Ciężko opisać pierwsze wrażenie. Karuzela kolorów i zapachów. Drzwi w drzwi restauracje na przemian ze sklepami pamiątkarskimi. Sprzedawcy nawołują, zachęcają. Wszędzie pełno kadzideł (zatrzymałam się niedaleko dwóch świątyń), koralików, wcieleń Shivy, różnej wielkości Buddów, sklepy z herbatą.

Podchodzą do mnie dwie młode Chinki. Jedna pyta po angielsku, czy może sobie zrobić ze mną zdjęcie. Cóż, ja sama robię zdjęcia miejscowym więc czemu nie. Z ciekawości pytam o przyczynę i dziewczyna w odpowiedzi mówi mi, że jestem piękna. Zdziwienie odebrało mi mowę toteż pozuję w milczeniu.

Następnego dnia wypożyczyłam rower. Strzał w dziesiątkę! Pogoda utrzymywała się wiec po całym dniu byłam nieźle przybrązowiona. Poza tym udało mi się zobaczyć wiele ciekawych miejsc, takich jak: Zakazane Miasto, Plac Niebiańskiego Spokoju, Bar Street i wiele innych znanych i tych pominiętych w przewodniku. Mogłabym opisywać te wszystkie miejsca jednak zrobiło to już wielu przede mną. Opowiem za to o chińczykach.

Summer.

Tego dnia próbowałam podjąć z bankomatu gotówkę. Za pierwszym razem poszło łatwo, bo wstąpiłam do hotelu Mariott, który mijałam po drodze. Tym jednak razem maszyna odmówiła współpracy. Dziewczyna, korzystająca z bankomatu nieopodal, zaproponowała pomoc. Po kilku nieudanych próbach poszła ze mną do obsługi banku, naświetliła problem, przetłumaczyła. Laser nie jest powszechną kartą w Chinach. Lepiej sprawdza się Mastercard bądź Visa. I w bardzo nielicznych miejscach można płacić kartą. Tutaj króluje gotówka.

Po tych wszystkich perypetiach dziewczyna przedstawiła się swoim "angielskim" imieniem Summer i wyraziła chęć spotkania. Tymczasowo bezrobotna dysponowała czasem i chciała go spędzić ze mną. Spotkałyśmy się dwa dni później. Razem byłyśmy w Starożytnym Obserwatorium gdzie zapłaciła za mnie wstęp (ja znowu nie miałam gotówki). Rozmawiałyśmy o różnych sprawach i stąd wiem, że ma 24 lata, właśnie skończyła semestr studiów i nie chce ich kontynuować na wyższym poziomie, bo poznała chłopaka, za którego chce wyjść i urodzić dziecko. Musi się spieszyć, bo jak będzie miała 28 lat to może już być za późno. Może i chciałaby podróżować, jak ja, ale jej rodzice to normalni ludzie, nie są bogaci więc ona musi, czym prędzej znaleźć pracę i wspomóc chłopaka, bo tak robi każda chińska dziewczyna. Wspólnie wynajmują dom, dodała dumnie i zaproponowała, że możemy później pójść do niej i coś ugotuje.

Dom - pomyślałam... Wynajmowałam kiedyś połowę piętrowego bliźniaka, z miejscem parkingowym i ogrodem. Ja i moja kotka miałyśmy własną przestrzeń życiową... Zapytałam, czy ma jakieś zwierzątko. Odpowiedziała, że ma psa. Pluszowego. Gdy już podjęłam gotówkę chciałam oddać 20RMB, które zapłaciła za mnie za wstęp, ale nie przyjęła pieniędzy. Zrobiłyśmy za to zakupy, dużo wszystkiego i włącznie z mięsem (20dkg mielonego) oraz 2.5kg arbuza  rachunek wyniósł 21RMB. Zapłaciłam szczęśliwa, że chociaż w ten sposób mogę zwrócić dług. Poszłyśmy do domu Summer. Tak, z każdym dniem coraz bardziej doceniam moje wygodne, europejskie życie.

Dom Summer to jedno pomieszczenie z łóżkiem, żadnej szafy, mały stolik nocny, na którym spożywa się posiłki, biurko a na nim kilka książek i zdjęcie chłopaka. Maleńkie pomieszczenie kuchenne, kran z bieżącą, zimną wodą, jednopalnikowa kuchenka elektryczna, niewielki blat. Ubikacja oddalona, o jakieś 30m od "domu", tzw. public toilet. W końcu zrozumiałam, dlaczego toalety w Chinach są bezpłatne... Dzielone na wiele rodzin pomieszczenie z pięcioma dziurami w podłodze, oddzielone od siebie ściankami wysokości ok. 60cm. Drzwi brak. O prysznic nie śmiałam pytać. Za ten przybytek płacą miesięcznie 1000RMB, do tego opłaty jak woda czy prąd. To połowa tego, co jest w stanie zarobić pracując w hostelu na dziennej i nocnej zmianie.

Ta sympatyczna, ciepła dziewczyna w 20min wyczarowała obiad. Nudle z połową zakupionego mięsa (!), Odrobina zieleniny i jakaś pasta. Objadłam się tak, że nie mogłam się ruszać. Jedzenie było tak proste i szybkie a przy tym tak smaczne, że zgrzeszyłam obżarstwem. Na koniec odprowadziła mnie na stacje metra. Tym razem założyła płaskie klapki a ja po raz pierwszy w życiu poczułam się jak olbrzymka. Przywykłam, że w towarzystwie zazwyczaj to ja jestem ta najmniejsza. Gabaryty Summer były odwrotnie proporcjonalne do rozmiaru jej serca.

Wybrałam się na kolejne zwiedzanie. Nadal było upalnie jednak słońce spowiła jakaś dziwna mgła, brunatne mleko czy też przybrudzone chmury... Smog po prostu. Popołudniem wracałam umęczona do hostelu. Szłam i szłam, do stacji metra zostało jeszcze jakieś 0.5km. Wielu rowerzystów mijało mnie po drodze jednak ten jeden wyminąć mnie nie chciał. Uśmiechał się do mnie - i ja się uśmiechałam. Pomachał mi - i ja mu pomachałam. Przywitał się w swoim języku - i ja mu odpowiedziałam. W końcu pokazał siodełko - a ja znak metra, który właśnie mijaliśmy. Zrozumieliśmy się w lot, wskoczyłam na rower i mój wspaniałomyślny rowerzysta zawiózł mnie wprost pod wskazany adres, prostując się przy tym dumnie i pozdrawiając po drodze innych rowerzystów. Był wyraźnie zadowolony, że wiezie "białą" a ja, bardzo uszczęśliwiona podwózką, podziękowałam serdecznie uśmiechem i chińskim słowem "sie-sie".

Liczyłam na to, że w Chinach, stolicy produkcji, Internet zdziwi mnie swa prędkością a na każdym kroku zastanę bezpłatne Wi-Fi. Życie znowu mnie zaskoczyło. Może i mają dobry Internet jednak przy tej ilości ludzi i na hostelowych komputerach działa niczym bezprzewodowe stiki w początkach swego istnienia. Klikam myszką i... mogę wymalować paznokcie. Siedziałam w głównym hallu i walczyłam z niewidzialnym wrogiem. Byłam bardzo zdeterminowana, żeby chociaż sprawdzić maila (Facebook nie działa - zwykłym śmiertelnikom). Są tacy, co mają swoje sposoby...).

Było już bardzo późno i sfrustrowana, ciągle walcząc, zapłaciłam za pobyt. Dopiero następnego dnia rano zorientowałam się, że paragon i resztę zostawiłam na krześle, na którym siedziałam. Byłam zła. Za te pieniądze mogłam opłacić kolejne 1.5 doby w hostelu. W głowie przewijały mi się różne scenariusze zdarzeń. Co im powiedzieć, czym zagrozić, żeby oddali mi moje pieniądze. Postraszę policją, antyreklamą, klątwą. Zeszłam do recepcji i już nieco zrezygnowana zaczęłam mówić, że wczoraj zapomniała pieniędzy. Pan uśmiechnął się szeroko i wyjął z szuflady paragon i pieniądze. Było mi strasznie głupio przed sama sobą. Wszystko mi przyszło do głowy tylko nie to, że mogą mi po prostu zwrócić zgubę...

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00