Reklama

Klęska w Londynie

Piątek, 17 Sierpień 2012

Z dużej chmury mały deszcz. Zamiast powrotu na sportowe salony - klęska. Polska reprezentacja olimpijska na igrzyskach w Londynie zawiodła totalnie. Tylu niepowodzeń naszych sportowców naraz nie pamiętamy.

Przed wyjazdem na Wyspy Brytyjskie "wszyscy święci" polskiego sportu robili tęgie miny zapowiadając, że Pekin czy też Ateny więcej się nie powtórzą. W najwspanialszych - nie szkodzi, że niesłusznych ideowo - czasach polskiego sportu ponad 20 olimpijskich medali było przyjmowane spokojnie, bo były normą. W dwóch ostatnich igrzyskach zdobyliśmy ledwie po 10, teraz miało być lepiej wyraźnie. W dodatku mieliśmy wspaniałą Agnieszkę Radwańską i fenomenalny, jak przekonywano, zespół siatkarzy. Właśnie ich 0:3 w meczu ćwierćfinałowym z Rosją stało się swoistym podsumowaniem i symbolem polskiego występu w Londynie. Porażka to mało powiedziane.

Pęknięty balon pod siatką

Po piłkarskim Euro na polskiej ziemi wszyscy kpili z biednych wybrańców Smudy. Siatkarze to miała być inna jakość, jakby niepolska drużyna. Związek siatkarski od dawna stawia na zagranicznych selekcjonerów. Raul Lozano zdobył wicemistrzostwo świata, potem już tak dobrze nie było, a zwolniono go, gdy przed czterema laty przegrał ćwierćfinał z Włochami dwoma piłkami. Daniel Castellani zdobył mistrzostwo Europy, ale noga powinęła mu się na mistrzostwach świata i następnej imprezy już nie doczekał. Andrea Anastasi miał wprowadzić zawodników na wyższy poziom. I wydawało się, że wprowadził, po tym jak polscy siatkarze zdemolowali prawie całą czołówkę w Lidze Światowej. Forma przyszła jednak zbyt szybko, drużyna nie udźwignęła psychicznie oczekiwań narodu. Porażka z Australią była zadziwiająca. A z Rosją już będąc w dołku walczyć się nie dało. Tym bardziej, jeżeli się spojrzy jak silna była ta Rosja. Niemniej, silnie napompowany balon z oczekiwaniami pękł jak bańka mydlana.
Agnieszka Radwańska osiągnęła finał Wimbledonu, a ponieważ turniej olimpijski był rozgrywany na tych samych kortach stała się jedną z faworytek. Tym bardziej, że wyszła na drugie miejsce w światowym rankingu. Na fali entuzjazmu uczyniono ją chorążą ekipy. W polskiej drużynie istnieje przesąd "klątwy chorążego". Oznacza to, że ten kto niesie flagę niczego nie osiągnie na tej imprezie. Agnieszka robiła dobrą minę i...odpadła po pierwszym spotkaniu. Próbowała jeszcze w deblu i mikście. Z trzech spotkań wygrała jedno. W parze z siostrą, która zresztą zaszła w singlu o rundę dalej. Zarzucono jej, że nie zrozumiała na czym polega zaszczyt niesienia narodowej chorągwi. Zarzut tym bardziej miarodajny, że wyartykułowany przez autorytet jakim pozostaje Bohdan Tomaszewski.

Nie Dołęga tylko Bonk

Jak zwykle niepowodzenia próbujemy przekuć w sukcesy. Mamy 10 medali, to niby nie jest tak źle. Tylko z całym szacunkiem dla szczęśliwych zdobywców, w jakich to było dyscyplinach? Przyjemnie słuchało się naszej brązowej medalistki w pływaniu na desce z żaglem, która przed kamerami piała z euforii. Tym bardziej, że medal obiecała zlicytować na rzecz ciężko chorej dziewczynki. Ale prawdę mówiąc kogo, poza nami, na świecie ten jej sukces obchodził?
Tak samo mało spektakularny był srebrny medal w strzelaniu. Gdzieś tam brąz zdobyty w podnoszeniu ciężarów, dzięki czemu tamten wieczór komentatorzy ogłosili jako bardzo udany dla Polski (tego samego dnia po brąz sięgnął także zapaśnik). Mało kto jednak zwracał uwagę jak bardzo przypadkowe było to wejście na podium. Tuż przed imprezą wycofali się dwaj bardzo dobrzy Rosjanie. Nawet przy ich obecności głównym faworytem do złota był Marcin Dołęga. Kiedy Rosjan zabrakło był faworytem absolutnym. A nasz faworyt nie zaliczył żadnego podejścia. Dzięki temu na podium wskoczył mniej znany kolega Bartłomiej Bonk. Trzeba jednak pamiętać, że tego wieczoru mieliśmy na pomoście świętować medal, nie brązowy a złoty.

Przegrywamy ze wszystkimi

Tu przechodzimy do zagadnienia podstawowego. W Londynie nie tylko brakowało medali. Przegrywaliśmy prawie wszystko i ze wszystkimi. Od razu na początku. Szermierze po raz pierwszy od lat nie przywieźli ani jednego medalu. Zawiodła całkowicie nasza nadzieja na złoto -Sylwia Gruchała z koleżankami. Przez litość przemilczmy nazwisko jedynego szermierza w tym gronie, który przed walką z pierwszym rywalem wypowiadał się jak "filozof szpady". Mówił jak lubi walkę, jak traktuje ją jak rasową rozgrywkę pokera, jak rozpracował rywala i jak to analizuje w aspekcie psychologicznym. Po czym wyszedł na planszę, przegrał i pojechał jak niepyszny do domu.
Przegrywali w pierwszych rundach judocy - najbliżej medalu był ten, który znalazł się na igrzyskach przypadkiem, w zastępstwie kontuzjowanego kolegi. Przegrała jedyna bokserka. A to zresztą też pewna ironia, że w dyscyplinie, w której mieliśmy niezaprzeczalnych idoli, ze zmarłym niedawno Jerzym Kulejem na czele, reprezentowała nas kobieta, a panowie byli za słabi, by wyjść i bić się na ringu w Londynie.
Można tak wyliczać w nieskończoność. To nie ma większego sensu, choć nie można ominąć nieśmiertelnych kajaków. Odkąd sięgam pamięcią, czyli lat kilka dziesiątek, nasi specjaliści od wywijania wiosłami są niemal najlepsi na świecie.
W mistrzostwach globu ich dorobek z reguły wygląda mniej więcej tak: dwa złote, srebrny i cztery brązowe medale. Przychodzą igrzyska i przywozimy jeden brązowy, a nasz kandydat do złota nie wchodzi nawet do finału. To już nie może być przypadek.

Ku pamięci

Aby nie przesadzić odnotujmy pozytywne osiągnięcia jednostek. Anita Włodarczyk w rzucie młotem - klasa, mimo że druga. Adrian Zieliński w ciężarach, ale pamiętajmy, że przygotowywał się wbrew zaleceniom związku, grożono mu dyskwalifikacją i teraz zastanawia się nawet nad zmianą obywatelstwa.
No i Tomasz Majewski. Specjalista od kuli wygrywa na drugich kolejnych igrzyskach. Mało mamy sportowców, którzy tego dokonali w tej tej samej konkurencji. Przytoczmy więc ten panteon: Jerzy Kulej (boks, 1964 i 1968), Waldemar Baszanowski (podnoszenie ciężarów, 1964 i 1968), Józef Szmidt (trójskok, 1964 i 1968), Józef Zapędzki (strzelectwo, 1968 i 1972), Waldemar Legień (judo, 1988 i 1992), Renata Mauer (strzelectwo, 1996 i 2000), Robert Korzeniowski (chód, 1996, 2000 i 2004).
To tak, ku pamięci.

Najgorzej od 1956

Po raz pierwszy od 1988 roku Polska w Letnich Igrzyskach Olimpijskich zdobyła zaledwie 2 złote medale. Po 10 w sumie zdobywaliśmy także cztery i osiem lat temu. Za każdym razem było jednak ciut lepiej aniżeli w Londynie. W 2004 w Atenach mieliśmy 3 złote, 2 srebrne i 5 brązowych. W 2008 w Pekinie 3 złote 6 srebrnych, 1 brązowy. W roku 1956 medali było dziewięć. I od tej pory zawsze wyraźnie więcej. Począwszy od 1992 zdobywamy coraz mniej medali, chociaż w trzech ostatnich tyle samo. Tak to wyglądało: 19-17-14-10-10-10. Po II wojnie światowej gorzej niż teraz wypadaliśmy tylko w Melbourne w 1956, Helsinkach 1952. A najgorzej zaraz po wojnie w roku 1948, kiedy igrzyska odbywały się w...Londynie.

POLSKIE MEDALE W LONDYNIE

Złoto
Adrian Zieliński - podnoszenie ciężarów
Tomasz Majewski - lekkoatletyka, pchnięcie kulą

Srebro
Sylwia Bogacka - strzelectwo
Anita Włodarczyk - lekkoatletyka, rzut młotem

Brąz
Julia Michalska, Magdalena Fularczyk - wioślarstwo
Damian Janikowski - zapasy
Bartłomiej Bonk - podnoszenie ciężarów
Zofia Noceti- Klepacka - żeglarstwo, windsurfing
Przemysław Miarczyński - żeglarstwo, windsurfing
Beata Mikołajczyk, Karolina Naja - kajakarstwo

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00