Reklama

Pasjonatka słowa

Poniedziałek, 29 Czerwiec 2009

Na zaproszenie Polskich Korpusów Pokoju do Dublina zawitała Dorota Segda, aktorka teatralna i filmowa.

Krakowski Salon Poezji to inicjatywa Anny Dymnej rozpoczęta w styczniu 2002 roku. Podczas spotkań Salonu znani aktorzy czytają wiersze swoich ulubionych poetów. Słowom towarzyszy muzyka na żywo w wykonaniu wybitnych instrumentalistów. W Salonie spotykają się aktorzy z różnych teatrów krakowskich, gwiazdy z innych miast, starsi z młodszymi, pedagodzy ze studentami, aktorskie małżeństwa, wielcy i znani z tymi mniej znanymi.
Z inicjatywy Agnieszki Grzesiak-Koziny i Bolesława Koziny z Polskich Korpusów Pokoju udało się gości Salonu zaprosić do Dublina. W niedzielę 14 czerwca w nobliwym gmachu Domu Polskiego przy Fitzwilliam Street wiersze Wisławy Szymborskiej czytała Dorota Segda. Aktorce towarzyszył Stanisław Radwan, wybitny kompozytor teatralny i filmowy.  Po niedzielnym spotkaniu Dorota Segda zgodziła się opowiedzieć o swojej pracy, misji charytatywnej w Afryce i odwiecznym konflikcie krakowsko-warszawskim (a raczej jego braku) – z aktorką rozmawiał Sławomir Norberczak.
logoPEki.jpg

- Spędziłaś weekend na malowniczej, poetyckiej, irlandzkiej wyspie. Jakieś przemyślenia?
- O tak! Sporo przemyśleń, oczywiście jak to zawsze w podróży. Ostatni miesiąc właściwie podróżuję wyłącznie zawodowo. Wtedy człowiek myśli inaczej. Mieszkając w Krakowie mogę pracować tylko w teatrze, który kocham i w szkole teatralnej, w której uczę i którą też bardzo lubię. Cieszy też wszystko to, co jest związane z pracą w telewizji, w kinie ale również takie spotkania jak to w Dublinie. Bardzo lubię czytanie poezji, nagrywanie płyt, robienie dubbingu do filmów. Te rzeczy mnie bawią i sprawiają mi wiele radości.
Moją pasją zawsze była poezja, słowo, kontakt z ludźmi. Lubię je bardziej niż grać w serialu, który wszyscy oglądają i kojarzą mnie z takimi rolami, ale tak to już jest. Znalazłam się w Irlandii i żałuję, że nie mam trochę więcej czasu, żeby pojeździć, pooglądać... Ale tak, jak tutaj sobie siedzimy z widokiem na morze, port, to jest mi tu bardzo dobrze. Wczoraj dużo myślałam sobie o wieczorze w Domu Polskim i o spotkaniu różnych ludzi i było mi tak smutno, bo ci wszyscy ludzie zapytani przeze mnie czy chcą tu zostać mówili, że nie. Mieli w sobie smutek, brak pogodzenia z tym, że to jest ich nowe miejsce. Aczkolwiek staram się ich rozumieć. Nigdy nie próbowałam zaczynać nowego życia w nowym kraju. W gruncie rzeczy podziwiam tych ludzi.

- Wiem, że pracowałaś w Afryce. Uczyłaś tam teatru?

- Tak, organizacja świecka przy klasztorze Salezjanów prowadzi misje w najbiedniejszych krajach na całym świecie. Młodzi ludzie w różny sposób działają na rzecz Afryki, zbierają pieniądze, często sami jeżdżą na misję, uczą dzieci, budują szkoły... Zwrócili się do mnie o pomoc przy rozpropagowaniu tej akcji. I ja to robiłam jak mogłam, a kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu, bardzo się ucieszyłam. Pojechałam do Malawi. Prowadziłam warsztaty dla niewykwalifikowanych nauczycieli. Wymyśliłam program edukacyjny. Mianowicie, zaproponowałam im metodę uczenia dzieci przez teatr. Pokazałam jak za pomocą parateatralnych zabaw można dzieci otwierać, uczyć tolerancji, pozbywania się kompleksów, nieśmiałości, nauki bycia razem, działania w grupie. Strasznie zaprzyjaźniliśmy się a ja przy okazji poznałam taki kawałek Afryki na granicy buszu. Sporo świata już widziałam, bo taki mam zawód.

- Czy konflikt krakowsko-warszawski rzeczywiście stawia na przegranej pozycji aktorów z Krakowa chcących pracować na scenach w stolicy?
- Nie! (śmiejąc się). Ja to traktuję jako żart. Od lat pracuję w Warszawie. Nie przepadam za tym miastem, dlatego nigdy nie przeprowadziłam się tam. Teraz w ogóle młodzi aktorzy, studenci, którzy kończą szkołę mają trudności w dostaniu pracy.
Aby ukończyć szkołę teatralną najpierw trzeba dostać się do niej, a to nie jest wcale takie proste. Na 20 miejsc przypada ponad tysiąc chętnych! Ja to bardzo przeżywam. Po egzaminach naprawdę nie mogę spać, bo tak do końca to nie jest weryfikowalne. To jest sumą, wypadkową wielu rzeczy, wielu gustów, ponieważ w komisji jest kilka osób. My po prostu punktujemy i wyciągamy średnią. Nie da się zrobić tego inaczej. Nie da się nie uniknąć błędów. Teraz cieszę się, bo jestem opiekunem I roku i naprawdę przyjęliśmy wspaniałych ludzi. Nie ma żadnej osoby, która byłaby pomyłką, a zdarza się i to. Czasami jest tak, że ktoś bardzo utalentowany nigdy się nie dostaje do szkoły, a ma w sobie taką determinację, że zdaje egzamin eksternistycznie i tak zostaje aktorem.

- Czym więc jest aktorstwo?
- To jest wypadkowa osobowości, która stanowi o talencie, oraz warsztatowych predyspozycji. Wiadomo, że ktoś, kto ma dużą wadę wymowy albo nie umie się ruszać lub nie ma plastyczności ciała, nośnego głosu też nie dostanie się do szkoły teatralnej. Oprócz tego, to jest naprawdę wielka praca, zwłaszcza na tych pierwszych etapach.  Wypadkowa tego wszystkiego tworzy aktora. Najistotniejsze jest to, czy aktor ma osobowość, którą się zapamiętuje. Często talent, osobowość ujawnia się nie od razu. Kiedy człowiek po maturze ma 19 lat, bardzo często nie jest jeszcze zupełnie ukształtowany. Zwłaszcza chłopcy są tak młodzi, że trudno powiedzieć, co z nich wyrośnie.

- Czy prywatnie chodzisz do teatru, kina?
- Tak, bardzo często chodzę do teatru, regularnie, jestem na bieżąco. Bardzo to lubię, a nie wszyscy aktorzy lubią chodzić do teatru. W kinie ostatnio widziałam polski film "Wojnę polsko-ruską" wg powieści Masłowskiej. Fantastyczny film z genialną rolą Borysa Szyca! Bardzo dobra znaleziona forma przełożenia tego szalonego języka Masłowskiej na szalony obraz. Solidnie zrobiony, świetnie zagrany.

- Czy wciąż są role, które chciałabyś zagrać?

- Ja mam trochę szczęścia. Naprawdę gram bardzo różne role i często byłam pytana czy nie boję się, że mnie zaszufladkują jako zakonnicę. Ale zaraz potem zagrałam wariatkę, a potem alkoholiczkę, potem znów wariatkę, bo w ogóle lubię grać takie crazy osoby. To jest fantastyczne!

- Szermierka opanowana?

- (Śmiech!) Szermierka, bo w zeszłym roku nagrałam taki film? O, naprawdę byłam z siebie dumna. Nagrałam kilka walk zupełnie sama, pomimo, że to nie były walki sportowe tylko takie na śmierć i życie. A jestem tym bardziej dumna, bo mój dziadek był dwukrotnym medalistą olimpijskim i był najwszechstronniejszym szermierzem okresu międzywojennego, był na 4 olimpiadach. W szkole teatralnej szermierki nie znosiłam tylko dlatego, że były tam brudne stare maski i wstrętne kamizelki, które koniecznie trzeba było zakładać, aby sobie oczu nie powybijać. Były tak wstrętne, że ja wcale nie chodziłam na szermierkę. I nagle mnie to dopadło po latach. Czegoś się jednak nauczyłam teraz.

- Dziękuję za rozmowę.

Podziękowania dla Agnieszki Grzesiak-Koziny i Bolesława Koziny.

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00