Reklama

Kilkenny Arts Festival.

Wtorek, 18 Sierpień 2009

Refleksjami z tegorocznego festiwalu - dzieli się Joanna Futera.Po przeżyciach tego festiwalowego tygodnia zaczęłam się zastanawiać, w jakim to „ART” występuje znaczeniu ? Bo przy słowie festiwal nasuwa się znaczenie art od artystyczny, ale ja po trzeciej edycji festiwalu, w którym miałam okazję uczestniczyć spostrzegam je w znaczeniu art od artykuł, towar.

Co prawda na wszystkich koncertach nie byłam, jak również nie obejrzałam wszystkich grup teatralnych, których w tym roku nie było zbyt wiele. Ale za to nie odpuściłam żadnej wystawie, dotyczy to zarówno tych zachwalanych i opisanych w Katalogu festiwalowym, jak i tych ulicznym. Prawdę mówiąc również nie zachęcały mnie ceny biletów na spektakle, moim zdaniem zbyt wysokie, jak na nieznane zespoły teatralne i rangę festiwalu. Dla porównania za te same pieniądze można obejrzeć ponad dwugodzinny musical w paryskiej Les Folies Berger.
Ale wróćmy do obrazków, bo to, co widziałam to były obrazki, albo komercyjne suweniry a nie sztuka, a ekspozycje raczej przypominały jarmarczne stragany, a nie zaaranżowane wystawy, które przywykłam oglądać na kontynencie. Każda profesjonalna wystawa artystyczna ma swojego kuratora, który decyduje o tym, jakie prace pokazać, oraz jak je wyeksponować, często też to kurator dba o image medialny wystawy. Gdyby takie kryteria przyjąć, to w Kilkenny w czasie festiwalu odbyła się tylko jedna wystawa w Rothe House przy Parliament Street, której kuratorką była Aisling Prior. Aisling na wystawe zaprosiła samych dyplomowanych artystów parających się sztuką nowoczesną. Ta wystawa tylko potwierdza moją opinię o sztuce nowoczesnej w Irlandii. Artyści irlandcy znają się tak na modern art, jak na wypieku kulebiaków. Mogą zebrać wszystkie składniki wg przepisu, ale i tak nie gwarantuje to sukcesu.
     Dawno nie widziałam czegoś tak ewidentnie słabego, co pretenduje do miana sztuki, jak wystawa w  Rothe House. Zdecydowanie nie polecam, bo jest to strata czasu. Ekspozycja prac w salach średniowiecznego domu, gdzie stale są obecne eksponaty i elementy jego wyposażenia powoduje, że często tych prac nie zauważamy, albo rażąco tam nie pasują i irytują. Wiele z nich z nich po prostu ominiemy nie wiedząc, że to element ekspozycji.
Wystawę, którą z kolei warto zobaczyć, to wystawa w małej uliczce Williams Street i nie jest to bynajmniej Blackbird Gallery, która też prezentuje pożal się boże” sztukę nowoczesną na siłę”. Galeria Castlecomer Estate Yard wystawiła na 4 Williams Street bardzo ciekawe prace tylko kilku artystów, a wśród nich dzieła Rossa Stewarta zasługujące na szczególna uwagę. Utrzymane w pięknej ciepłej gamie kolorystycznej abstrakcje inspirowane pejzażem. Patrząc na nie czuje się, że artysta wykonywał je z pokorą i zaangażowaniem, a nie z myślą o schlebianiu gustom festiwalowych turystów.
Jeśli już mowa o radości tworzenia, widać ją w akwarelach wystawionych na Patrick Street w poblizu Butler House. Trudno nie trafić, bo plakat reklamujący wystawę jest widoczny przy wejsciu. Znowu trudno mówić tu o sztuce, ale widać za to dobre rzemiosło i brak pretensji do sztuki.
- Maluję obrazki dla radości własnej i przyjaciół, dlaczego mam ich nie pokazać na festiwalu?– uśmiecha się przemiły starszy pan, autor prac, który pilnuje ekspozycji i skłonny jest do opowiedania o kazdej z nich.
     Pozostałe ekspozycje „sztuki” to „stragany z pamiątkami”, wszystko co można zobaczyc w pierwszej lepszej galerii w każdym mieście. Obrazki stworzone po to, by wypełnić czymś puste miejsce koło wieszaka w przedpokoju.

Kiedyś odwiedzając stałą ekspozycję Muzeum Narodowego w Poznaniu, zapatrzyłam się na niewielki obraz Jacka Malczewskiego, który dziwnie świecił. Sala była pusta, ale po chwili usłyszłam głos kobiety:
–    Pani się dobrze czuje?- obok mnie stała pani z obsługi ekspozycji i przygladała mi się troską w oczach.
–    Tak, doskonale. A dlaczego pani pyta?
–    Bo stoi pani tu bez ruchu już ponad pół godziny.

To ten obraz mnie tak zahipnotyzował i wciągnął mnie w swoją przestrzeń.Na tym właśnie polega sztuka, wciągnąć widza tak, by zapomniał o całej otaczającej go rzeczywistości. Dlatego dla miłośników sztuki w dobrych muzeach stawia się fotele i kanapy, by bez męczenia kręgosłupa mogli całymi godzinami podążac za wyobraźnią artysty.
Przez wystawy kilkenowskiego festiwalu po prostu przebiegłam nie przeżywając żadnych wzlotów, ani nie doznając żadnych wstrząsów. Mój wzrok się po prostu prześliznął przez wszystkie te kolorowe cuda, jak przez półki sklepowe, zatrzymał się tylko na dłużej przy pracach Rossa Stewarta, którego odwiedzę zapewne wkrótce w Castlecomer.


kilkennynews.jpg

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00