Reklama

Urzędnicy odmówili pomocy chorej na autyzm Natalii

Niedziela, 11 Październik 2009

Czteroletnia Natalia jest chora na autyzm, przeszkód z którymi musi się zmierzyć na pewno jej więc nie brakuje.  Niestety jej rodzice oprócz troski o zdrowie córki muszą martwić się także o codzienne dojazdy dziewczynki do szkoły. Każdego dnia muszą przejechać odległość 80 km, po to, by  Natalia mogła uczyć się pod opieką specjalistów. Nie musiałoby jednak tak być, gdyby nie zabrakło odrobiny dobrej woli i uprzejmości irlandzkich urzędników.

Czeski film: nikt nic nie wie...

Natalia Zarzeka mieszka w Carrick-on- Suir w hrabstwie Tipperary.  Jest śliczną dziewczynką, która chciałaby uczyć się, bawić i rozwijać jak inne dzieci. To wszystko chcą jej zapewnić rodzice. Właśnie dlatego czterolatka jest pod stałą opieką psychologów, logopedów i lekarzy z Early Intervention Team. To właśnie oni zdecydowali, że powinna niezwłocznie rozpocząć naukę. Był to ostatni tydzień marca. Po rozmowie z dyrektor szkoły w Cashel, mimo iż jest ona oddalona o około 40 km od miejsca zamieszkania rodziny, rodzice zdecydowali, że Natalia będzie uczęszczać właśnie do tej placówki. W kwietniu dziewczynka rozpoczęła naukę. Było jej trudno przyzwyczaić się do nowej sytuacji i miejsca. – Było kilka tygodni krzyku, płaczu i ogólnego niezadowolenia- twierdzi Katarzyna, mama dziewczynki.  Problem stanowiła także bariera językowa. Jednak w szkole bardzo starano się, by Natalia czuła się tam dobrze i wreszcie się udało. Pojawił się jednak kolejny problem...
Rodzice wysłali aplikację o transport do Departamentu Edukacji. – Zwykle proces przyznania transportu trwa około tygodnia, jednak w naszym przypadku wszystko ciagnie się już od ponad pół roku. Odmówiono nam już kilka razy. Najgorszy w tym wszystkim jest całkowity upór urzędników. Sytuacja przypomina czeski film. Nikt nic nie wie a nawet jak wie to i tak nie powie...- twierdzi Katarzyna.

Nieważne opinie psychologów, ma być inna szkoła!

Po złożeniu aplikacji wniosek wysyłany jest do organizacji SENO, której zadaniem jest sprawdzić czy dana szkoła jest odpowiednia dla danego dziecka. Zajmujący się sprawą Gerard Kerwin stwierdził jednak, że szkoła, do której uczęszcza Natalia nie jest dobrym dla dziewczynki miejscem, gdyż bliżej znajduje się inna podobna placówka. Jako tą “lepszą” wskazał szkołę w Waterford. Szkoła ta znajduje się 7 mil bliżej niż placówka w Cashel. Nie byłoby problemu, gdyby nie to, że w szkole w Waterford nie ma miejsca dla Natalii. Na liście oczekujących jest 5 innych dzieci, a przecież Natalia miała rozpocząć naukę niezwłocznie...
-    Pan Gerard Kerwin nie wziął też pod uwagę opinii psychologów i opiekunów czterolatki, którzy stwierdzili, że jej przenoszenie do kolejnej szkoły nie wyjdzie jej na dobre- uważa mama dziewczynki.
Tym sposobem Natalii odmówiono transportu. Rodzice musieli więc nadal każdego dnia wstawać o 7 rano, by dziewczynka zdążyła do szkoły na 9 a potem, po skończonych zajęciach odbierać małą i znów pokonywać 40 km, by dotrzeć do domu. Dla rodziców to spore utrudnienie, gdyż obydwoje pracują na pełen etat.- Jest jeszcze dziadek Natalii, ale on również pracuje. Dzielimy się obowiązkiem zawożenia Natalii jak możemy, w pracy też idą nam na rękę, ale jak długo jeszcze? Powoli czujemy sie też zmęczeni i rozczarowani tym, że urzędnicy nie chcą nam pomóc- opowiadają rodzice dziewczynki.

Zrobiłam już wszystko, wiecej się nie da
W końcu rodzinie zasugerowano złożenie skargi do Appeals Board, instytucji pomagającej w takich przypadkach. I tutaj kolejna niemiła niespodzianka. Appeals Board  w środku wakacji poprosiła o listy ze szkoły dziewczynki oraz ze szkoły w Waterford w celu potwierdzenia, że rzeczywiście nie ma tam miejsca dla Natalii. Jasnym było, że w wakacje, gdy szkoły są zamknięte rodzice nie będą mogli zdobyć takich dokumentów. Mimo, iż mama Natalii poprosiła o przesunięcie sprawy do momentu, gdy będzie mogła zdobyć listy, urzędnicy zamknęli sprawę. – Nie wyjaśnili dlaczego a jakby tego było mało stwierdzili, że w zasadzie listy i tak nie są im potrzebne- twierdzi Katarzyna.
Rodzina ponownie została odesłana do Departamentu Edukacji. Nikt jednak nie chciał tam z nią rozmawiać. Odsyłano ją od jednej osoby do drugiej. Tam, według relacji Katarzyny,urzędniczka Veronica Muray powiedziała, że ona zrobiła już wszystko i więcej nic się nie da zrobić.
 Bezradna mama Natalii postanowiła zadzwonić jeszcze do Ministerstwa Edukacji. Tam dopiero trzecia rozmówczyni poinformowała ją, że można złożyć skargę do irlandzkiego odpowiednika Rzecznika Obrony Praw Dziecka. Katarzyna postanowiła skorzystać z tego prawa i obecnie czeka na rozpatrzenie tej skargi.
Niezależnie od tego Katarzyna nie zamierzała się poddać i poprosiła Apeals Board o ponowne rozpatrzenie jej wniosku. Odpowiedzi jednak nie otrzymała... Zgłosiła się także ponownie do Departamentu Edukacji jednak tak ponownie odesłano ją do sekcji transportu, w której Veronica Muray stwierdziła już jednak, że nie mogą już pomóc rodzinie Zarzeckich..
Po pół roku sprawa wróciła więc do punktu wyjścia.

W busie jest wolne miejsce
Dziennikarze naszej gazety przez kilka dni próbowali skontaktować się z Gerardem Kerwinem z SENO jednak bezskutecznie. Jego komórka była wyłączona a jedyny numer stacjonarny pozostawał głuchy. Próby ponawialiśmy kilkukrotnie, jednak wydaje się, że Gerry Kerwin już przed południem kończy pracę.
Udało nam się jednak skontaktować z Veronicą Muray z sekcji transportu, która wiedziała o jaką sprawę chodzi jednak nie chciała wypowiadać się na ten temat. Odesłała nas do biura prasowego Ministerstwa Edukacji, z którym niestety mimo prób nie udało nam się skontaktować.
Będziemy ponawiać próby skontaktowania się z urzędnikami, by dowiedzieć się dlaczego Natalia została potraktowana w taki sposób. Tym bardziej, że , jak twierdzą rodzice,koło domu Natalii przejeżdża codziennie bus, który zabiera dzieci do szkoły w Cashel, a w busie jest wolne miejsce. Dlaczego urzędnicy nie chcą przyznać go Natalii? –Departament przyznał transport dziecku, który mieszka w Piotown, miejscowości położonej dalej niż Carick, w którym mieszkamy, a do tego usytuowanym w innym hrabstwie i jakoś odległość w tym wypadku nie stanowiła problemu- relacjonuje Katarzyna.
Póki co rodzice razem z dziadkiem Natalii na zmiany dowożą dziewczynkę do szkoły. Wszystko wiąże się nie tylko z kosztami, ale wieloma niedogodnościami i ryzykiem, że ktoś wreszcie będzie musiał zrezygnować z pracy, a wtedy skąd wziąć pieniądze na opiekę i leczenie Natalii? Mama dzieczynki czuje się dyskryminowana przez irlandzkich urzędników... Bo jak wytłumaczyć fakt, że inne, nawet zdrowe dzieci otrzymują transport bez względu na odległość, a Natalii go odmówiono? – Nie wiem, może wydaje im się, że jestem głupią Polką, dlatego nie muszą mi pomagać...- zastanawia się Katarzyna.
Nawet jeśli mama Natalii nie miałaby racji, to dziwi bezlitosność urzędników, którzy przecież mają zapewniać odpowiednią opiekę i pomoc osobom potrzebującym. Natalia na pewno jest taką osobą, ale jak widać nie dla urzędników, którzy zetknęli się z jej sprawą...

Zdj.  Natalia jest śliczną dziewczynką. Dlaczego urzednicy nie chcą jej pomóc?

 

tylko%20w%20munster.jpg

 

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00