Reklama

Dziki handel pracą kwitnie

Poniedziałek, 26 Październik 2009

„Witam, mam na imię Arek i oddam tygodniówkę - 400 euro, za pomoc w znalezieniu jakiejkolwiek pracy.... 087...” - ogłoszenia podobnej treści, pojawiające się na portalach internetowych odwiedzanych przez Polaków mieszkających w Irlandii, już nikogo nie dziwią.

Rodacy w trudnych czasach są w stanie zaryzykować bycie oszukanym. Po pół roku bezskutecznego szukania pracy, w zamian za możliwość stałego zarobku, oddadzą nawet więcej niż jedną tygodniówkę.

Aby wysondować rynek dzikiego handlu pracą, redakcja "Polskiej Gazety" postanowiła przeprowadzić dziennikarską prowokację. W tym celu zamieściłs na portalu internetowym gazeta.ie ogłoszenia. W jednym z nich zaprezentowała się jako osoba, która oferuje gratyfikację za pomoc w znalezieniu pracy. W drugim ogłoszeniu tajemniczy X gwarantuje zatrudnienie na stanowisku general operative, w zamian za tygodniówkę.

 - Na pierwsze ogłoszenie nie zareagował nikt. Natomiast zainteresowanie drugim przekroczyło nasze oczekiwania. Telefon zadzwonił już po dwóch minutach od pojawienia się oferty na stronie – mówi pracownica redakcji, która podjęła się wykonania zadania. - W ciągu pierwszej godziny odebraliśmy około 20 telefonów. Na podany w ogłoszeniu adres e-mail przysłano 75 wiadomości. Jak mówi, telefony dzwoniły przez cały dzień. - Odzew byłby na pewno jeszcze większy, ale na szczęście czujny administrator portalu usunął ogłoszenie, podając jako powód „pobieranie opłaty za załatwienie pracy”.
Większość nie miała nic przeciwko zapłaceniu za „przysługę”. - Zdarzały się nawet osoby, które proponowały oddanie pośrednikowi więcej niż równowartość tygodniowych poborów, starały się zachęcić wyższą gratyfikacją – mówi pracownica PG.

Większość z dzwoniących przebywa w Irlandii ponad 2 lata i posługuje się językiem angielskim w stopniu komunikatywnym (przynajmniej tak zapewniają). Kilka osób na Zieloną Wyspę dopiero przyjechało. - Zdarzali się rozmówcy, którzy są w Irlandii od kilku tygodni. Pytałam, co skłoniło ich do emigracji właśnie teraz, gdy Polacy raczej wracają do kraju. Odpowiadali, że w Polsce nie mieli perspektyw zatrudnienia, dlatego postanowili zaryzykować. Kilkoro z nich stwierdziło, że mają tu możliwość darmowego mieszkania na początek, u kolegi, czy kogoś z rodziny i niewiele ryzykują – mówi „pośredniczka”.

Za kasę szybciej

Pracę, jaką oferował general operative, chciały podejmować osoby z bardzo różnym doświadczeniem zawodowym – kucharze, sprzedawcy, magazynierzy, sprzątacze, mechanicy. Najwięcej jednak zgłaszało się byłych budowlańców. Osoby gotowe zapłacić za pracę, to przede wszystkim ci, którzy szukają zajęcia od kilku miesięcy.

Aby lepiej poznać pobudki kierujące Polakami oferującymi gratyfikację za znalezienie zajęcia, pracownicy "Polskiej Gazety" oddzwaniają na ogłoszenia zamieszczane przez rodaków na różnych stornach internetowych. Jako pierwszy odzywa się w słuchawce 39-letni Robert. Wyraźnie słychać, że człowiek ten jest załamany swoją sytuacją. - Szukam pracy od lutego. Mam na utrzymaniu dziecko, a pracuje tylko żona – 15 godzin tygodniowo. Z zawodu jestem piekarzem-cukiernikiem, ale od dziesięciu lat wykonuję różne prace remontowe. W Irlandii jestem od 18 miesięcy – mówi o sobie mężczyzna.

Jak rozmówca sam stwierdza, handlowanie pracą jest czymś niewłaściwym.
- Kiedyś dziwiłem się innym, którzy decydowali się płacić pośrednikom, ale sytuacja zmusiła mnie do zmiany poglądów – śmieje się gorzko.
Robert dostał jedną ofertę pracy, jednak nie był do końca przekonany, że ma gwarancję dłuższego zatrudnienia. - Wymyśliłem sobie sposób na zabezpieczenie przed oszustami. Jeżeli ktoś by mi załatwił pracę - przynajmniej na miesiąc lub dwa - oddałbym mu drugą i czwartą tygodniówkę. Gdybym dał mu dwie pierwsze wypłaty, mógłby się przecież ulotnić z pieniędzmi.

Arek (2,5 roku na wyspie), zamieszczając w internecie swój anons, był w zupełnie innej sytuacji. - Zaproponowałem 400 euro za znalezienie pracy, od razu po zwolnieniu z poprzedniej firmy, bo zależało mi na czasie. Miałem nadzieję, że tak szybciej coś znajdę. Owszem, ktoś się odezwał, ale nie przekonał mnie. Na szczęście, już po tygodniu znalazłem zajęcie bez pośredników. Pracuję przy rozstawianiu namiotów na duże wydarzenia artystyczne, stawiamy sceny, miejsca dla widowni. Zdaniem Arka, nie ma nic złego w płaceniu za pracę. - Skoro kogoś zmusza do tego sytuacja, to czemu ma nie spróbować. Każdy sposób jest dobry, byle mieć jakieś zajęcie – zapewnia.

Liczą na cokolwiek

Dziki handel pracą wywołał ostatnio na stronie gazeta.ie gorącą dyskusję. „Wiecie, co ja myślę - branie mamony za załatwienie tyrki to czyste frajerstwo. Upodlić się można na wiele sposobów i ten jest właśnie jednym z nich” - pisze oburzony baabilon.
„Popyt rodzi podaż i dopóki pełno będzie ogłoszeń typu , dopóty proceder ten będzie rósł w siłę. Chociaż spotkałem się z przypadkami, gdzie pomagasz bezinteresownie komuś, a potem nie usłyszysz nawet zwyczajnego ” - pisze firefox.

- Moim zdaniem, branie pieniędzy w zamian za załatwienie pracy nie jest w porządku, ale ważne jest też, aby ten, któremu się pomogło, potrafił się odwdzięczyć – mówiła Joanna, jedna z osób, które zareagowały na nasze ogłoszenie. - Przyjechałam do Irlandii 4 lata temu, ze znajomym, jego kuzynką i jej chłopakiem. Tamta para kompletnie nie znała języka, my mówiliśmy dużo lepiej. Wszyscy dość szybko znaleźliśmy pracę - wtedy było przecież dużo łatwiej – bezrobotna została tylko jedna dziewczyna. Do mnie odezwał się tymczasem jakiś pracodawca, do którego wcześniej wysłałam CV. Poszłam na rozmowę, ale okazało się, że godziny kolidowałyby z moim part-timem. Zapytałam jednak, czy nie znalazłaby się praca dla Agnieszki. Pracodawca zgodził się. Przybiegłam do domu w podskokach, informując dziewczynę, że mam dla niej pracę przy sprzątaniu prywatnej szkoły. Lekkie zajęcie, tuż nad klifami w Howth... Ku mojemu zdumieniu, ta zaczęła lamentować, że tam nie pójdzie, że to na pewno jakaś straszna praca, skoro ja jej nie chciałam. W końcu - za namową chłopaka - zgodziła się jechać na rozmowę kwalifikacyjną. Pod warunkiem, że będę przy interview.
Jak opowiedziała dalej rozmowna kandydatka do pracy, Agnieszka została zatrudniona, a wkrótce otrzymała służbowy apartament na terenie szkoły. Joanna nie doczekała się jednak wdzięczności, a Agnieszka wykrzyczała jej pewnego razu, że zniechęcała ją do tej pracy, mówiąc na przykład, że do szkoły trzeba iść przez cmentarz...

- Odechciało mi się pomagać komukolwiek, ale wiem, że ta osoba była wyjątkiem. Dzisiaj sama liczę na pomoc przyjaciół. Liczę na cokolwiek, zapłacę, ile będzie trzeba – mówiła Joanna.

Na temat handlowania pracą jest wiele opinii, tyle samo jest zwolenników, jak i przeciwników tego procederu. Zanim jednak zdecydujesz się zapłacić za umieszczenie na stanowisku, pamiętaj, że w Irlandii pobieranie opłat za znalezienie pracy jest nielegalne. Dotyczy to tak samo osób prywatnych, jak i agencji. „To pracodawca, który korzysta z usług agencji, płaci jej. Agencja powinna poinformować Ciebie o Twoich prawach i obowiązkach związanych z zatrudnieniem – informują specjaliści z Centrum Praw Migrantów (Migrants Rigts Centre Ireland).
polskagazeta.jpg

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00