Reklama

WOŚP w Irlandii: Konflikt w sztabie!

Poniedziałek, 1 Luty 2010

W tym roku po raz pierwszy, odbył się finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Limerick i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie konflikt między szefową a kilkoma członkami sztabu. Cała sytuacja odbiła się głośnym echem nie tylko wśród polskiej społeczności miasta. Wiadomość o tej sytuacji dotarła także do sztabu głównego, który niemal natychmiast usunął sztab w Limerick z oficjalnej listy umieszczonej na stronie internetowej. Powód? Nie prowokowanie medialnego szumu. Co tak naprawdę stało się w Limerick? Munster Wizjer dotarł do zwaśnionych stron oraz innych świadków.

To koniec naszej współpracy

- Agata Łaszczyńska (szefowa sztabu) może denerwować, gdyż jej wadą jest to, że dużo mówi. Jest jednak osobą spokojną i nie wchodzi z nikim w konflikty- uważa Roland Czaczyk, który prowadził koncert w Limerick.

Innego zdania jest Marek Przepiórka, który dzień przed Wigilią zrezygnował z bycia członkiem sztabu. Wobec  Agaty wysuwa wiele zarzutów.

-Mam solidne zarzuty: rozsiewanie plotek, napaść, wysyłanie gróźb karalnych, zarzucanie mi kradzieży strony internetowej (za którą sam zapłaciłem i sam wykonałem), nie oddanie poważnej sumy pieniędzy- powiedział Munster Wizjerowi Marek.

O co w tym wszystkim chodzi? Konflikt między szefową sztabu Agatą Łaszczyńską a Markiem Przepiórką, który zajmował się pozyskiwaniem sponsorów i innymi sprawami organizacyjnymi rozpoczął się na dobre od spotkania w Locke Bar. Marek wyszedł z tego spotkania, a krótko potem złożył swoją rezygnację.

- Zajmowałem się sprawami organizacyjnymi, prowadzeniem strony internetowej oraz kontaktami ze sponsorami i ich pozyskiwaniem. Agata była „świeżą" osobą w Irlandii. Przyleciała jakieś dwa miesiące wcześniej, wiec nikogo tutaj nie znała a do tego nie potrafiła komunikować się w języku angielskim. Właśnie dlatego sprawami pozyskiwania sponsorów zająłem się ja. Zgodnie z ustaleniami robiłem bardzo wiele, podczas gdy Agata ograniczała się jedynie do kontaktów z artystami, (bo nie trzeba rozmawiać po angielsku) oraz tytułowania się szefową- opowiada Marek.

Podczas feralnego spotkania w Locke Bar czara goryczy została przelana.

- Miało to być spotkanie organizacyjne. Cały tydzień poprzedzający 23 grudnia jeździłem szukając sponsorów, noclegu dla Milowicza, kupiłem bilety na jego przybycie (po zatwierdzeniu tego przez Agatę), a na wieczór środowy zaprosiłem kluczowe osoby (m.in. Aleksa, ojca jednej ze śpiewających dziewczyn), żeby doszlifować plan m.in. przygotowań do ich występów, obejrzeć lokal i zdecydować o tym, w którym miejscu powstanie scena itp. Niestety około godziny od mojego przyjazdu zamiast rozmawiać o interesującym nas temacie, Agata cały czas rozmawiała o swoich prywatnych sprawach, czyli o tym, z kim, co i kiedy piła, co ktoś powiedział itd. Kilkakrotnie prosiłem, żebyśmy wreszcie zaczęli rozmawiać o WOŚP, ale Agata cały czas mnie uciszała. Wreszcie wulgarnie powiedziała, abym się zamknął i pił piwo. To mnie zdenerwowało, więc wstałem i wyszedłem. Niedługo potem zadzwoniłem do niej i powiedziałem, że rezygnuję z bycia członkiem sztabu. Dzień później wysłałem do niej oficjalną rezygnację drogą mailową wraz z obszernym wyjaśnieniem- relacjonuje sytuację Marek.

W treści wyjaśnienia kierowanego do Agaty Łaszczyńskiej czytamy: Znajomość nasza jest krótka, ale przez ten krótki okres czasu dałaś się poznać, jako osoba niepotrafiąca poradzić sobie ze zdefiniowaniem granicy pomiędzy Twoim życiem prywatnym oraz zawodowym. Zachęcony Twoją wizją zorganizowania Finału WOŚP w Limerick zaoferowałem Ci pomoc swoją i moich bliskich w zorganizowaniu niezbędnych funduszy, zorganizowałem miejsce na samą imprezę, podzieliłem swoimi pomysłami pozwalającymi na potencjalne zwiększenie dochodów ze zbiórki pieniędzy, udostępniłem Ci siatkę swoich znajomych oraz służyłem dobrą radą w związku z zarówno organizacją samej imprezy jak i niezwiązanych z nią sprawami, poświęciłem tej znajomości bardzo dużo czasu, nieprzespanych nocy oraz środków finansowych. Niestety mam złą wiadomość - to koniec naszej współpracy.

Przykro mi, ale w dzisiejszym dniu swoją arogancją i zarozumialstwem przelałaś czarę goryczy, i w tym miejscu chciałbym Cię poinformować o mojej rezygnacji z pełnienia jakichkolwiek zadań związanych z organizacją Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Limerick. (...)

Uważam za niedopuszczalną sytuację, w której mój czas, (...) marnuję na wysłuchiwanie anegdot i historii dotyczących spraw niezwiązanych z organizacją Finału, a moje prośby i próby przywołania Cię do porządku próbujesz niwelować swoim rzekomym autorytetem wynikającym z prostego faktu, że to Twój podpis widnieje na wniosku o pozwolenie na założenie Sztabu".

Działał bez naszej wiedzy i zgody

Marek, który prowadził stronę internetową WOŚP w Limerick, zaproponował w liście przekazanie jej na rzecz sztabu: „Z chęcią udostępnię Ci nieodpłatnie utworzoną stronę internetową poświęconą Finałowemu Koncertowi w Limerick (wystarczy, że zostanie ona przeniesiona na nowy serwer) oraz odstąpię domenę www.wosp-limerick.org za kwotę odpowiadającą wysokości cesji owej domeny".

Dodatkowo mężczyzna poprosił szefową o zwrot kosztów rezerwacji biletu lotniczego dla gwiazdy finału, Michała Milowicza. „Czekam na informację, w jaki sposób zamierzasz rozliczyć się ze mną za bilety lotnicze zakupione w dniu 23.12.2009 ".

Agata nie przejęła strony internetowej i utworzyła nową. Na tej nowej zostało zamieszczone oświadczenie takiej treści: „Sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Limerick informuje, że ta strona internetowa jest oficjalną stroną internetową naszego sztabu. Jeżeli trafiliście wcześniej na inne strony, które mogły wyglądać jak strony internetowe naszego sztabu, wiedzcie, że są one tworzone przez ludzi, którzy tylko chcą zaszkodzić idei WOŚP. Podsumowując: Sztab Wielkiej Orkiestry Pomocy Świątecznej w Limerick cały czas działa i ma się wyśmienicie. Pozdrawiamy i zapraszamy na XVIII finał WOŚP".

 

Jeśli chodzi natomiast o zwrot kosztów rezerwacji biletu dla Milowicza, to Agata twierdzi, iż nie powinna zwracać tych pieniędzy: - Marek przesłał mi potwierdzenie rezerwacji biletu z dn. 26 grudnia, a w tym czasie nie był już członkiem sztabu. Ponadto nikt nie prosił go o dokonywanie tej rezerwacji. Tą sprawą miała zająć się nasza koleżanka, więc Marek działał bez naszej wiedzy i zgody- komentuje sprawę szefowa sztabu w Limerick.

Relacjonuje też swoją wersję wydarzeń z Locke Bar, kiedy to Marek opuścił lokal i nie chciał już dłużej pomagać przy organizacji imprezy. - Marek zarzuca mi, że jestem gadatliwa, niekompetentna i konfliktowa, tymczasem to on bez żadnego powodu uderzył kuflem w stół i wyszedł. Wszyscy byliśmy zdziwieni. Nikt nie wiedział, o co mu chodzi. Być może o to, że prosiłam go wcześniej o to, by powiedział mi, na jakim etapie są rozmowy ze sponsorami, gdyż nie podawał mi żadnych konkretnych informacji, a jedynie uspokajał, że wszystko jest dobrze. Później okazało się, że u wielu potencjalnych sponsorów nawet nie był, albo twierdził, że ta i ta firma nie chce nas wspomóc, a po jego odejściu okazało się, że jest zupełnie inaczej- twierdzi Agata.

 

W międzyczasie Marek na swojej stronie umieścił informację: W związku z działaniami Szefa Sztabu WOŚP w Limerick Agaty Ł., zawartość strony została usunięta.  Jako że w/w nie dotrzymała przedstawionych warunków, tako i strona zostaje zamknięta.

Marek, który współtworzy Radio Limerick oraz portal polacywlimerick.com.pl  zarzuca szefowej sztabu w Limerick, że mu groziła. Taką informację potwierdził nawet na zawieszonej stronie internetowej, na której czytamy:  „(...)Otrzymałem SMSa z informacją, że jeśli nie usunę strony to "spotkamy się w sądzie". Chciałbym tylko zacytować odpowiedni ustęp KK: Art. 191 § 1. kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

Marek twierdzi ponadto, że po jego rezygnacji doszło do incydentu, o którym została powiadomiona policja. Marek wraz z innymi osobami współtworzącymi portal „polacywlimerick" spotkał się w Locke Bar. W tym czasie w lokalu była także szefowa sztabu WOŚP z innymi osobami. - Nagle podszedł do naszego stolika mąż Agaty i popchnął mnie na moją ciężarną dziewczynę, po czym wszyscy uciekli z lokalu zanim zawołaliśmy managera. Całe zajście zgłosiliśmy na Gardzie- opisuje sytuację Marek.

Nasza redakcja postanowiła to sprawdzić i potwierdziła, iż funkcjonariusze irlandzkiej policji przyjęli takie zgłoszenie.

Konflikt z kolejnymi osobami

Agatę poparł jednak Roland C., który prowadził koncert finałowy. Uważa on, że to Marek „zawsze wchodzi w konflikty z ludźmi, denerwuje się, gdy musi się dostosować do innych, zawsze chce mieć rację, nie przyjmuje niczyich argumentów i musi być w centrum zainteresowania". Według Rolanda Agata jest natomiast „niekonfliktowa, spokojna, nigdy nie podnosi głosu, a jedynie dużo mówi, co czasem może być uciążliwe".

Roland twierdzi ponadto, że to on przejął wszelkie obowiązki Marka, gdy ten odszedł ze sztabu. - Załatwiłem sponsorów, których według Marka rzekomo nie dało się załatwić. Bez problemu też przekonaliśmy właściciela Locke Bar, żeby koncert odbył się właśnie tam- relacjonuje Roland.

Agata uważa natomiast, że wykonała pracę Marka w dużo krótszym czasie niż on. - Zrobiłam w 2 tygodnie to, co on przez 2 miesiące. Koncert odbył się bez zakłóceń, na imprezę przyszło 600 osób i zebraliśmy ładną kwotę. To najlepszy dowód na to, że daliśmy sobie radę bez Marka. Cieszę się też, że udowodniłam, że nie można mi wejść na głowę- powiedziała Munster Wizjerowi szefowa sztabu w Limerick.

Zdanie Agaty podziela Roland: - Właściciel Lock Bar był zaskoczony, że przyszło tak wiele osób. Nie spodziewaliśmy się aż 600, chociaż bardzo się starałem, żeby wszystko wypadło jak najlepiej. Przed finałem wiele miałem nieprzespanych nocy, bo nie miałem na to czasu. Opłaciło się jednak.

Niestety nie tylko Marek zrezygnował z udzielenia pomocy przy finale. Munster Wizjer dowiedział się o jeszcze dwóch osobach, które chciały się zaangażować, ale zmieniły zdanie. Dlaczego?

Jedną z tych osób była Marzena, która- według Agaty- zrezygnowała z powodu różnic charakterów obu pań. Marzena, nie chciała zbyt wiele mówić na temat całego zajścia. Kobieta twierdzi, że była na dwóch spotkaniach i po wymianie poglądów z Agatą zrezygnowała. - Był między nami konflikt, nie będę komentować zachowania Agaty, ale cieszę się, że dopięła swego, zorganizowała koncert, zebrała pieniądze i chwała jej za to- powiedziała Munster Wizjerowi Marzena. 

Druga osoba, to Grzegorz „Limman" współpracujący z portalem polskilimerick.com.pl.

 - Grzegorz zrezygnował, gdyż niefortunnie zderzyłam się słownie z jego partnerką - przyznaje się Agata.

Zapytaliśmy Limmana o tą sytuację. - W sprawie mojej rezygnacji z prac w WOSP proszę kontaktować się z szefową sztabu WOSP w Limerick. Nie mam nic więcej do dodania- odpowiedział Munster Wizjerowi Grzegorz.

Fakt, że „niekonfliktowa" Agata wdała się w konflikty lub utarczki z kilkoma osobami może być dla niektórych zastanawiający...

Powiedział, że stwarzam problemy

Udało nam się porozmawiać także z kilkoma osobami, które powiedziały, że impreza była niedopracowana oraz, że brakowało puszek i serduszek. Jedną z tych osób jest Aneta, która pracuje w sklepie Polski Smak w Limerick. -Puszkę przyniesiono do nas do sklepu dopiero ok. godz. 13 w niedzielę. Nie była to jednak normalna puszka, ale taka malutka 6-7 cm, w której mieszczą się „drobniaki". Gdy zapytałam czy nie mogą dać normalnej dużej puszki, którą mają wolontariusze, usłyszałam, że już ich nie ma. Potem dowiedziałam się, że te małe puszki nie powinny służyć do zbierania pieniędzy, ale są przeznaczane, jako upominki dla wolontariuszy. Osoby ze sztabu poinformowały nas jednak zupełnie inaczej. Ponadto puszki oklejone były od spodu zwykłą bezbarwną taśmą klejącą. Każdy mógłby je odkleić, gdyby chciał. Nie otrzymaliśmy także identyfikatorów ani serduszek. Kiedy o to zapytałam, Aleksander, który był członkiem sztabu powiedział, że stwarzam problemy i zagroził, że odbiorą naszemu sklepowi puszkę. Agata, która przyniosła puszkę, obiecała natomiast dostarczyć serduszka, ale już więcej się nie pojawiła. Próbowałam do niej zadzwonić, ale jej telefon był wyłączony, dlatego znalazłam serduszka, które zostały mi z ubiegłego roku i dawałam je darczyńcom- powiedziała Munster Wizjerowi sprzedawczyni.

Poprosiliśmy o komentarz organizatora finału. - Rzeczywiście Aleksander nie zawsze zachowywał się odpowiednio i dlatego tuż po finale zakończyliśmy z nim współpracę. Jeśli natomiast chodzi o puszki i identyfikatory, to mieliśmy 30 dużych puszek i 20 identyfikatorów. Nie we wszystkich sklepach mogły więc być duże puszki, gdyż 20 puszek wzięli wolontariusze, którzy zbierali pieniądze np. na ulicach. W związku z niewystarczającą liczbą identyfikatorów nie mogliśmy ich dać pracownikom sklepu- wyjaśnia Roland Czaczyk.- Jeśli natomiast chodzi o taśmę bezbarwną na puszkach, to zakleiliśmy nią puszki dla większego bezpieczeństwa, chociaż nawet bez taśmy puszki nie da się otworzyć, gdyż posiada ona specjalne zatrzaski uniemożliwiające dokonanie takiego zabiegu.

Sztab WOŚP w Limerick zebrał 3729, 52 euro. Na koncert przyszło 600 osób a swoją pomoc ofiarowało zapewne dużo więcej mieszkańców Limerick. Finał wspomogły też miejscowe firmy i utalentowani artyści, tacy jak Michał Milowicz. „Gdy wjechał przepiękny tort w kształcie orkiestrowego serduszka, a raczej serducha, gdy zapaliliśmy fontanny - nasze słodkie, limerickie Światełko do Nieba - nie pamiętałam o tygodniach przygotowań, o nieprzespanych nocach, o wszystkich (hmm.. nie chcę używać słowa „problem") wyzwaniach, które pojawiały się w najmniej oczekiwanych momentach i z najmniej oczekiwanej strony. Patrząc na to światełko trudno było uwierzyć, że kilka razy w trakcie organizacji tego finału powodzenie całego przedsięwzięcia wisiało na włosku; że, jak powiedziała Agata - szefowa sztabu - niebo waliło nam się na głowę. I właśnie wtedy spod ziemi wyrastali wspaniali ludzie, którzy jakimś niepojętym cudem ratowali sytuację, materializowali znikąd potrzebny sprzęt, fundusze, papierkologię, wspierali nas swoją pracą, radą, portfelem, a czasem po prostu uśmiechem i dwoma słowami - „uda się!" (...) Mam nadzieję, że każdy cent i każdy grosz wrzucony do puszki przyczyni się do uratowania czyjegoś tak młodego życia..."- czytamy na stronie Europejskiego Centrum Pomocy i Wsparcia. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że w kuluarach wciąż jeszcze mówi się o konfliktach, które omal nie zniszczyły koncertu. Ocenę dotyczącą tego, która ze stron miała w tym sporze racje pozostawiam Wam- czytelnikom- choć być może nie jest to aż tak bardzo istotne. O wiele istotniejsze wydaje się być to, czy gdyby nie ten konflikt, Limerick zdołałby zorganizować jeszcze lepszy finał, pozyskać większą liczbę wolontariuszy i tym samym zebrać więcej pieniędzy nie serwując darczyńcom gorzkiego tła imprezy, która przecież powinna służyć niesieniu pomocy chorym dzieciom, a nie załatwianiu swoich prywatnych interesów czy porachunków. Ekipa Munster Wizjera ma jednak nadzieję, że następny finał w Limerick odbędzie się w dużo lepszej atmosferze i dzięki temu jeszcze lepiej uda się pomóc chorym dzieciom.

MG

Munsterwizjerlogoki.jpg

 

 

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00