Reklama

Multikulturowe chrzciny

Wtorek, 8 Listopad 2011

  Polak – Irlandczyk, dwa bratanki... Jak integrują się Polacy z miejscowymi w Irlandii?
O domniemanym braterstwie Polaka i Węgra dowiadujemy się w szkole na lekcji historii. Dziś na wojny jeździmy z Amerykanami w dalekie kraje, ale nikt jakoś nie przekuwa tych eskapad w braterstwie broni na stereotypy językowe. Mimo dużej emigracji polskiej i licznej diasporze Polaków we Francji, także nie doczekaliśmy się żadnego powiedzonka trwale osadzonego w języku polskim, które oddawałoby jakąś szczególną więź między tymi dwoma narodami. Co natomiat zbliża, a co dzieli Polaków i Irlandczyków?
Wyspiarscy Polacy.
W roku 2010 ukazała się na rynku książka, pod tytułem: „Polscy migranci w Irlandii: wokół środowiska duszpasterstwa polskiego. Szkice teologiczne i społeczne". Jest to praca zbiorowa pod redakcją Marka Grubki i Marcina Lisaka. Marcin Lisak właśnie przeprowadził w latach 2008 – 2010 badania socjologiczne wśród polskiej Polonii w Irlandii, a wyniki tych badań przedstawia i omawia we wspomnianej publikacji książkowej. Dane wykorzystane na potrzeby tego artykułu pochodzą w całości z tej publikacji. Poziom adaptacji Polaków w Irlandii badano tu w następujących aspektach: a) deklarowana znajomość języka angielskiego w mowie i piśmie; b) zakres kontaktów z Irlandczykami: kontakty z Irlandczykami w miejscu zamieszkania, kontakty z Irlandczykami w miejscu pracy; c) profil etniczny podstawowego środowiska życiowego imigrantów; d) przynależność do polskich organizacji działających na terenie Irlandii; e) przynależność do irlandzkich organizacji działających na terenie Irlandii. Skupmy się na tych kategoriach tematycznych, które dotyczą bezpośrednich kontaktów Polaków z Irlandczykami. Ankietowani deklarowali, że w większości nie izolują się od Irlandczyków. Blisko połowa respondentów (42-50%) wskazała, że uznaje za swoich przyjaciół czy znajomych pięciu bądź więcej Irlandczyków. Biorąc pod uwagę długi okres, jaki Polacy przebywają w Irlandii, nie jest to wysoki rezultat, zwłaszcza, że (15-18%) ankietowanych wskazało, że żaden Irlandczyk nie należy do grona jego znajomych czy przyjaciół. Może to świadczyć, zdaniem badacza, że spora część polskich imigrantów wykazuje skłonność do izolowania się. Jeśli chodzi o główne miejsca pobytu migrantów, czyli dom – praca – dom, to zdecydowanie częstszy kontakt z Irlandczykami Polacy mają w pracy (82-85%). To głównie dzięki aktywności zawodowej Polacy nie funkcjonują w obrębie polskiego „getta". Ankietowani potwierdzają kontakt z irlandzkimi kolegami i koleżankami z pracy i istnieje przypuszczenie, według Lisaka, że w przypadku utraty pracy kontakt ten urwałby się lub stał się powierzchowny. Zdecydowanie mniej Polaków deklaruje swój kontakt z Irlandczykami w miejscu zamieszkania (28-41%) i ze swoimi irlandzkimi sąsiadami (46-51%). Według Lisaka za taki stan rzeczy mogą być odpowiedzialne częste przeprowadzki imigrantów i brak, w związku z tym, stałego przywiązania do jednego miejsca. Według cytowanych tu badań (50% wskazań) następuje w Irlandii spora integracja z rodzimą społecznością. O wysokim stopniu integracji świadczyć także może, według badacza, 12% odsetek ankietowanych, żyjących głównie wśród Irlandczyków. Jednocześnie zaobserwować można tendencje wyboru wyłącznie polskiego (21%), bądź głównie imigracyjnego (6%) środowiska. Może to wskazywać na tworzenie się specyficznych polskich czy migracyjnych klastrów, jak to ujmuje Lisak. Jeśli chodzi o przynależność do instytucji, to, co ciekawe, większość respondentów deklaruje przynależność do irlandzkich organizacji. Może to wynikać z faktu, że w Irlandii nadal jest niewiele polskich organizacji. Wyniki tych badań nic nie mówią, jaką część integrującego się społeczeństwa stanowią pary irlandzko – polskie.
Miłości polsko – irlandzkie.
Kiedy mowa jest o mieszanych parach polsko – irlandzkich w przytłaczającej większości chodzi o Polkę i Irlandczyka. Panowie doceniają urodę, pracowitość, gospodarność i oszczędność Polek. Rzadkością są związki złożone z Polaka i Irlandki. Przyczyną może być tu bariera językowa (wydaje się, że Polki lepiej znają angielski niż Polacy), mit, że każdy Irlandczyk, który ma dobre auto, jest bogaty lub wygórowane aspiracje finansowe Irlandek, zwłaszcza tych z dużych miast (utyskują na to nawet zamożniejsi od imigrantów z Polski, Irlandczycy), stereotyp biednego imigranta z Europy Wschodniej na dorobku pokutujący wśród zamożnej irlandzkiej klasy średniej oraz często opinia „polskiego prostaka i gbura". Stąd większy dystans, a może po prostu Polacy nie mają tyle śmiałości, co Irlandczycy, żeby nawiązywać znajomości z płcią przeciwną innej narodowości? Co ciekawe, Irlandczycy często podkreślają, że Polki są nieco za chude i ciągle im zimno. Jedną z par mieszanych w Irlandii jest Karen i Jacek. Niedawno odbył się chrzest ich córki, Zosi, a dla rodziny Karen, Sofie. Karen i Jacek mieszkają pod Listowel, to miejscowość w południowo – zachodniej części Irlandii, w hrabstwie Kerry, które przez niektórych jest uważane za najładniejsze w kraju. Pytany o zasadnicze różnice między typowymi związkami Polaków a związkiem mieszanym, Jacek opowiada.
Jacek i Karen: Są sfery życia, gdzie my- Polacy, rozumiemy się bez zbędnych słów i to, co jest dla nas oczywistością, wcale nie jest dla Irlandczyków. Na przykład, dziś, miała przyjechać siostra Karen, żeby pomóc w ten ostatni wieczór przed chrzcinami Zosi, ale odwołała w ostatniej chwili przyjazd, bo źle się poczuła. W Polsce rodzina w takich sytuacjach „staje na rzęsach", żeby pomóc, a tu nie ma siły, żeby było coś ważniejszego od indywidualnego samopoczucia. Na początku może to wywoływać frustracje, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja i też uczy się takiej swoistej spolegliwości na to, co się dzieje dookoła niego. Coś się zdarzyło i trudno. Nie zrobiła dziś, zrobi jutro. To działa w obie strony, bo wymagają oni w stosunku do siebie wyrozumiałości, ale sami też ją nam, emigrantom, okazują. Przede wszystkim Irlandczycy celowo nie szkodzą. Irlandki są bardziej niezależne i wyrozumiałe i nie udaje się im narzucić swojej woli, są bardziej niezależne niż Polki. Jest dużo większy luz. Jednocześnie Irlandczycy są bardziej konsekwentni w dążeniu do celu. Kiedy Irlandczyk napotyka na przeszkodę w dążeniu do celu, to zawsze się z nią upora, żeby ostatecznie osiągnąć, co zamierzał. Polacy często tracą za dużo energii na rozwiązywanie mało znaczących problemów i zapominają o celu, jaki sobie postawili do zrealizowania. Ja mam więcej wiedzy teoretycznej, a Karen więcej zdrowego rozsądku i tak się uzupełniamy. Kiedy Karen jest zmęczona i nie ma ochoty nic robić, to po prostu nie robi nic. Wtedy ja muszę się wziąć za obowiązki domowe. Są jednak dla nas absolutne priorytety w domu, jak, na przykład, dziecko i tu nikt nie dyskutuje, kto ma co zrobić przy Zosi, tylko działamy wspólnie. Przeżywamy mniej stresów, bo jeśli nie chce się nikomu ugotować obiadu, to zamawiamy sobie coś w take-away i nikt nie robi problemu. Ludzie w Irlandii bardziej ułatwiają sobie życie niż w Polsce. Kiedyś przeszkadzało mi to, że nie ma w Irlandczykach takiego obowiązku poświęcania się dla drugiej osoby, że kiedy coś obiecują, to nie są słowni i czeka się na wiele rzeczy miesiącami. Teraz mnie to nie drażni, bo się zżyłem z tą kulturą i ją akceptuję. Polacy przez lata komunizmu wyzbyli się kreatywności i stąd są bardziej usztywnieni i polegają na tradycji i biurokrcji, bo boją się zmieniać cokolwiek ze swoich przyzwyczajeń. Patrząc z perspetkywy 10 lat, to niewybrażalne byłoby dla mnie i mojej rodziny, by moja czteromiesięczna córeczka po własnych chrzcinach siedziała w wózku w knajpie. Wtedy byłby to dla mnie dowód, że się stoczyłem, a z perspektywy irlandzkiej wygląda to zupełnie inaczej.
Karen stwierdza krótko: Dla mnie nie ma żadnej różnicy, czy Jacek jest Polakiem czy Irlandczykiem. Myślę, że faceci w Polsce i w Irlandii są podobni, a poza tym Jacek zdecydowanie nie jest podobny ani do typowego Polaka ani typowego Irlandczyka.
Patrycja i Paul z Dublina. W związku z obcokrajowcem nigdy nie jest tak samo jak z Polakiem. Przede wszystkim z racji języka, ale także ogólnie pojętych różnic kulturowych. Są to czasem śmieszne drobiazgi, które już od rana w domu wskazują na różnice w zwyczajach. Paul, na przykład, nie miał pojęcia co to jajecznica. Różnice tkwią w szczegółach, choćby w kwestii spędzania wolnego czasu: Irlandczycy, pewnie z racji pogody, preferują przebywanie w domach lub pubach, nie w plenerze, jak Polacy. W Polsce, wydaje mi się, ludzie chętnie wychodzą na zewnątrz, są grille, parki, spacery, itp. Irlandczycy spotykają się ze znajomymi w domu lub pubie. Główną barierę zawsze będzie stanowił język, bo nigdy nie uda się wyrazić wszystkiego w języku wyuczonym, nie swoim. Jeśli chodzi o tolerancję, to jest to sprawa bardzo osobista i nie dzieliłabym tego, kto jest bardziej zaborczy, Polak czy Irlandczyk? Mój Irlandczyk nie jest rozrzutny i bardzo sobie ceni porządek, dom i rodzinę, więc nie pasuje do stereotypu typowego Irlandczyka. Wydaje mi się, że Irlandczyków przyciąga nie tyle słowiańska uroda Polek, co inność. Podobają się przecież także Hiszpanki, bo są zupełnie inne niż Irlandki. Osobiście nie lubię niepunktualności, a zdarza się często, że Irlandczycy są niepunktualni. Irlandczycy z niczym się nie śpieszą. Dewizą tu nie jest nawet to, że „czego nie zrobię dziś, to zrobię jutro", ale: „bez znaczenia jest, kiedy coś zrobię, lecz ważne, że w ogóle będzie to zrobione". Nie lubię kultury spędzania 7 dni w tygodniu w pubie i zwyczaju wożenia dzieci w wózkach nawet do 7 roku życia. Generalnie zaś ja już nie zwracam uwagi na to, że żyję z Irlandczykiem w „multikulturowym związku". Dla mnie jest on po prostu moim facetem, którego kocham.
Paul: Byłem w Polsce i największe wrażenie zrobiła na mnie chyba tradycyjna polska rodzina Patrycji. Podziwiałem uroki Krakowa, ale także piękne pory roku, których w Irlandii nie ma.
Chrzciny po irlandzku.
Jeśli chodzi o celebrowanie chrzcin, to zasadnicza różnica jest taka, że uroczystość organizuje się w pubie, nie w domu. W Polsce też coraz częściej wynajmuje się lokal do świętowania tej ceremonii, ale w irlandzkim pubie chodzi jeszcze o coś więcej: to miejsce, które zawsze służyło do integracji ludzi, gdzie się ludzie spotykali. Jest w Irlandii powiedzenie, że „w pubie możesz spojrzeć w lewo i zostać milionerem i możesz spojrzeć w prawo i pójść do więzienia", bo tu możesz spotkać wszystkich: tych którzy mogą odmienić twoje życie na lepsze i na gorsze. W pubie na przyjęciu gospodarze zamawiają niewielki posiłek, a alkohol każdy kupuje sobie sam. Nikt się też nie stresuje, czy gościom będzie smakowało i żeby dopieścić wszystkie gusta. Jeśli komuś nie smakuje jedzenie, może sobie zamówić sam coś innego. Biesiadowanie kończy tort, który się piecze specjalnie na tę okazję z podobizną chrzczonego dziecka.. Irlandczycy dbają, by ludzie się przede wszystkim dobrze czuli, a nie robili coś z obowiązku, bo tak trzeba albo wypada. Nikt w Irlandii nie dodaje sobie niepotrzebnej pracy. Mają dzięki temu psychiczny komfort i są panami własnego losu. Okazuje się, że tropiąc róznice między Polakami i Irlandczykami nie natrafiamy na przepastne rowy między tymi dwoma kulturami i narodami. Poza historią i religią mieliśmy nawet, jak się okazuje, te same bajki w telewizji, tylko pod inną nazwą i w latach osiemdziesiątych wyłącznie po dwa kanały telewizyjne. W kościele tacy sami parafianie jak w Polsce, choć zdecydowanie bardziej uśmiechnięci. W ogóle Irlandczycy zawsze są uśmiechnięci w kontaktach z drugim człowiekiem. Polacy jeszcze się nie nauczyli sztuki uśmiechu. Ksiądz, widząc sporo nowych twarzy na mszy, zaordynował, by każdy przywitał się ze swoimi sąsiadami i przedstawił się, by dzięki temu poznać się i poczuć jedność wspólnoty. Poźniej wpadł na chwilkę do pubu na małego Guinnessa i aby powinszować rodzicom Zosi. Stwierdził w rozmowie, że fala emigracji dobrze się przyczyniła Irlandii, bo dzięki temu Irlandczycy wyszli z mentalnej izolacji i bardziej otworzyli się na świat. Nikt z nich nie narzekał, nie szydził z emigrantów, nie uskarżał się na swój los. Byli przyjaźni i serdeczni. Dorośli mężczyźni wygłupiali się pozując do zdjęć. Cieszyli się życiem. Taka właśnie jest Irlandia, pełna zadowolonych z życia Irlandczyków, których nie sposób nie polubić. Naukę dla nas Polaków można wynieść taką, że życzliwość rodzi życzliwość ,a uśmiechając się do ludzi powodujemy, że świat staje się piękniejszym miejscem do życia.
Przemek Kolasiński

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00