Reklama

Bezmiar niesprawiedliwości

Czwartek, 10 Lipiec 2014

21 czerwca w swoim domu w Belfaście w wieku 60 lat zmarł Gerry Conlon. Jeśli jego nazwisko nic Wam nie mówi, przypomnijcie sobie, lub obejrzyjcie, film "W imię ojca", w którym w postać Conlona wcielił się Daniel Day Lewis. I to wcielił się tak sugestywnie, że oglądając film, czasami zapomina się, że to tylko film. Bo tak naprawdę, dla czwórki przyjaciół z Belafastu to nie był film.

W roku 1975 Gerry Conlon wraz z Paulem Hillem, Carole Richardson i Paddy'm Armstrongiem, został niesłusznie oskarżony i skazany za podłożenie bomby w pubie w Guildford, w wybuchu której zginęło pięć osób, a 65 zostało rannych. Jedyną "winą" Gerry'ego było to, że w ten tragiczny dla Guildford dzień widziano go wraz z Paulem Hillem w pobliżu feralnego pubu. I jedynie na podstawie tej poszlaki na dożywocie skazano jego samego oraz trójkę jego przyjaciół, uznanych za współudziałowców zamachu.

Czwórka z Guildford, bo tak nazwano czworo niesłusznie skazanych młodych ludzi, spędziła w brytyjskim więzieniu aż 14 lat i została ułaskawiona dopiero w roku 1989, po długoletniej sądowej walce najpierw o odtajnienie akt sprawy, a potem - o uznanie ich niewinności. Mimo niepodważalnych dowodów na sfingowanie oskarżenia i procesu przez służby brytyjskie, czworo Irlandczyków dopiero po 16 latach od wyjścia z więzienia doczekało się oficjalnych przeprosin ze strony brytyjskiego rządu. Gerry Conlon nigdy nie otrząsnął się z tego tragicznego doświadczenia. Brytyjski system "sprawiedliwości" odebrał mu nie tylko 14 lat życia, ale także ojca - Guiseppe, który trafił do więzienia w 1976 i zmarł po pięciu latach w wyniku wycieńczenia.

Po uniewinnieniu Gerry zamieszkał w swoim rodzinnym Belfaście, jednak sam przyznawał, że młodość spędzona za kratkami jednego z najcięższych więzień w Wielkiej Brytanii odcisnęła znaczące piętno. Bardzo powoli wracał do normalnego życia, do którego nigdy tak naprawdę nie zdołał wrócić, bo pojawiły się w nim i alkohol i narkotyki, które dawały mu choć złudzenie ucieczki od koszmarnych więziennych wspomnień.
Gerry Conlon był jednocześnie jednym z najbardziej aktywnych działaczy ruchu dążącego do pełnego zadośćuczynienia za pomyłki sądowe. Był działaczem, który był ze wszech miar autentyczny w swoim działaniu, bowiem samym sobą i swoją historią mógł świadczyć o tym, do jakich tragedii może doprowadzić pomyłka sądowa.

Przypadkowe ofiary

Polski termin "pomyłka sądowa" bardzo nieprecyzyjnie określa to, co wydarzyło się w przypadku Czwórki z Guildford. Zarówno brytyjska policja, jak i sędziowie wydający wyroki skazujące niewinnych młodych ludzi na dożywocie, doskonale zdawali sobie sprawę z ich niewinności. Cały proces Conlona, Hilla, Richardson i Armstronga nie miał ze sprawiedliwością nic wspólnego. Seamus Mallon, były polityk północnoirlandzkiej partii SDLP, tak określił działania brytyjskiej policji w latach siedemdziesiątych: Każdy Paddy się nadaje. Złapiemy kilku za każdy zamach i każde przestępstwo i wsadzimy do więzienia. Tak to właśnie wyglądało w tym przypadku.
Aresztowanie, pokazowy proces i skazanie Czwórki z Guildford było całkowicie świadomym działaniem władz brytyjskich, których celem było stworzenie wrażenia, że każdy Irlandczyk jest potencjalnym zamachowcem nienawidzącym Brytyjczyków i czyhającym jedynie na ich życie i zdrowie. Taki obraz Irlandczyków pozwolił władzom w Londynie usprawiedliwiać brutalne akcje pacyfikacyjne w katolickich dzielnicach Belfastu, Derry czy Armagh, a także wprowadzać specjalne prawa pozwalające na przykład na przetrzymywanie w areszcie podejrzanych czy choćby niewygodnych osób bez postawienia zarzutów.

Taką właśnie taktykę zastosowano w przypadku Czwórki z Guildford, potraktowanej najpierw długim, wyczerpującym śledztwem, a następnie postawionej przed groźbą wciągnięcia w machinę "sprawiedliwości" także ich najbliższych. Jedynie przyznanie się do czynu, którego nigdy nie popełnili, ratowało ich bliskich przed kolejną "pomyłką sądową". Akta Conlona i jego przyjaciół pełne są wymuszonych zeznań, o których zarówno śledczy, jak i sędziowie wiedzieli, że są całkowicie wyssane z palca. Akta te jednocześnie były przez wiele lat utajnione, aby uniemożliwić skuteczną obronę Czwórki z Guildford i osądzenie prawdziwych terrorystów, a także ukaranie winnych "pomyłki sądowej'.
Po śmierci Gerry'ego Conlona, Seamus Mallon zwrócił uwagę na jeszcze jedną przypadłość irlandzkich i brytyjskich polityków oraz mediów. Politycy w Irlandii niemal ścigali się, który pierwszy dotrze do rodziny i do prasy ze swoimi kondolencjami. I zdaje się, że to jednak prasa, a nie rodzina była dla nich priorytetem. Jednocześnie wśród polityków zasmuconych wieściami z Belfastu wielu było takich, którzy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych palcem nie kiwnęli w obronie Czwórki z Guildford czy innych niesłusznie skazanych Irlandczyków.

Współczucie po latach

Najbardziej chyba kuriozalny w tym wszystkim jest Gerry Adams, przywódca republikańskiej Sinn Fein, a w latach narastającego terroru IRA - lider politycznej przybudówki wojujących republikanów. Na wezwanie do chociaż kurtuazyjnego uderzenia się w pierś za cierpienia kilkudziesięciu młodych Irlandczyków niesłusznie skazywanych za republikańskie akty terroru, Adams stwierdził po prostu, że ani IRA ani Sinn Fein nie przyłożyły ręki do tragedii Conlona i jego przyjaciół.
Oczywiście, trudno twierdzić, że w latach siedemdziesiątych IRA miała jakikolwiek wpływ na brytyjski wymiar sprawiedliwości, jednak lider Sinn Fein musiał zdawać sobie sprawę z niewinności Czwórki z Gulldford, wiedząc jednocześnie, kto stoi za zamachem na pub. Wtedy jednak ochrona grupy wyspecjalizowanych terrorystów, zwanych dla niepoznaki bojownikami o wolność, była dla republikanów ważniejsza niż sprawiedliwość wobec Irlandczyków, których przysięgali bronić.
Tak naprawdę jeden gest, jedno proste oświadczenie ze strony IRA czy Sinn Fein prawdopodobnie wystarczyłyby, aby uratować 14 lat życia czwórce młodych ludzi. Tym bardziej, że ci, którzy podłożyli bombę w pubie w Guildford, wkrótce sami trafili do więzień, gdzie nie ukrywali swoich związków z zamachem, za który wyrok odsiadywał Conlon z przyjaciółmi. Jednak wtedy przyznanie się do błędu czy sfingowania procesu, nie leżało w interesie władz brytyjskich, a i dla IRA przetrzymywanie w więzieniu niewinnych ludzi było szansą na zyskanie dodatkowego wsparcia w walce z okupantem.

Cyniczne rozgrywanie losu Czwórki z Guildford przez polityków z obu stron barykady nie powinno w zasadzie dziwić, bo osiąganie własnych celów cynizmem i brakiem współczucia to nic nowego wśród polityków. Przyzwoitość i szlachetne gesty też nie należą do stałego repertuaru żadnej klasy politycznej, co jednak nie znaczy, że mamy się na to godzić.
Gerry Conlon swoją niezłomną walką o własne dobre imię i o własną wolność pokazał drogę, którą można podążać. Nigdy nie oglądał się na polityków i nigdy nie zabiegał o popularność. Starał się jedynie zabiegać o sprawiedliwość dla tych, których "wymiar sprawiedliwości" niewinnie skazywał na cierpienia, których sam Conlon doświadczył. Wierzył do końca, że sprawiedliwość w końcu zatriumfuje, tak jak zatriumfowała w przypadku Czwórki z Guildford, chociaż był to triumf przez łzy, bo okupiony śmiercią i cierpieniem najbliższych.

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00