Reklama

Nie ściągałam dziecięcej pornografii !

Wtorek, 18 Sierpień 2009

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Siedzimy w domu, naszym sanktuarium bezpieczeństwa i swobody. Popijamy herbatę, w telewizji leci ulubiony program telewizyjny - sielanka. I nagle błogość przerywa natarczywe walenie do drzwi. Chwilę później do mieszkania wpada czterech mężczyzn. Dwóch w mundurach, dwóch po cywilnemu. Co się dzieje? Ktoś z waszego adresu IP ściągał dziecięcą pornografię - wykrzykuje funkcjonariusz Gardy, wymachując nakazem rewizji. Jednym słowem: mamy „przerąbane.” I to ostro…

Czy jesteśmy traktowani inaczej?

Ktoś kiedyś powiedział, że w Irlandii lepiej być oskarżonym o morderstwo, niż o pedofilię. I coś w tym jest. Irlandczycy są przewrażliwieni na tym punkcie do bólu. Dziesiątki przepisów, dokładne monitorowanie podejrzanych, bezwzględna i szybka likwidacja sytuacji zagrożenia, mają zmniejszyć ryzyko skrzywdzenia dzieci do minimum. I jest to wspaniałe, gdyż w opinii wszystkich normalnych ludzi, pedofilia to zbrodnia/wypaczenie nie do pojęcia. Sytuacja, która przydarzyła się Pani Małgorzacie Stelmach, nakazuje jednak zastanowić się, w jaki sposób sami korzystamy z internetu i czy za czyjeś grzechy nie przyjdzie nam zapłacić ceny. Sprawa powoduje również, że niejeden z nas po raz kolejny zastanowi się, czy Polacy nie są tu traktowani inaczej, nawet, jeżeli takie zachowanie ma tłumaczyć dobro dzieci. Pani Małgorzata bowiem czuje się niemal „ napadnięta” we własnym domu.

Pod strażą
   
Otóż, dokładnie piętnastego lipca bieżącego roku, około godziny 9-tej rano, do drzwi domu na Lohunda Park w Clonsilla, zapukała Garda. Domownicy otworzyli i wtedy się zaczęło. – Do mieszkania wpadło czterech mężczyzn, dwóch umundurowanych, a dwóch w cywilu, wymachując mi przed nosem dokumentem, którym był nakaz przeszukania. Przynajmniej tak powiedzieli, bo pomimo moich kilku próśb, dokumentu do ręki nie dostałam, przeczytać miałam z kartki, która trzymana była w powietrzu, więc do dziś nie jestem pewna, co tam było. Nawet nie wiem czy było tam nazwisko mojego partnera – właściciela internetu – opowiada Pani Małgorzata. Cała trójka, będących akurat w domu mieszkańców, została wepchnięta do jednego z pokojów i zostawiona pod strażą dwóch funkcjonariuszy. W tym czasie pozostali „gardziaże” rozpoczęli przeszukiwanie mieszkania. – W tym momencie zaczęłam oponować, gdyż nie uczestnicząc w przeszukiwaniu, nie wiem czy ktoś mi czegoś nie zniszczy, nie ukradnie lub nie podrzuci. Zostało mi jednak powiedziane, że takie jest w Irlandii prawo i muszę się dostosować. Głównym podejrzanym był mój partner, na którego zarejestrowany jest internet, ale ponieważ nie mówi po angielsku, prowadzący akcję rozmawiał ze mną. To wtedy właśnie dowiedziałam się, o co jesteśmy oskarżeni. Zdaniem funkcjonariusza, od roku ktoś ściągał z naszego adresu IP pornografię dziecięcą. Byłam w niezłym szoku – podkreśla kobieta. - Co najgorsze, zabroniono nam mówić do siebie po polsku. Nie nawet, czy to legalne!

Nie wiadomo, co dalej…
 
Z domu wynajmowanego przez Panią Małgorzatę zostały wyniesione 4 laptopy, aparaty fotograficzne, kamery. -Najgorsze, że nie wszystkie z tych rzeczy należały do mnie, niektóre były własnością ludzi, którzy podnajmują u mnie pokoje. Dwóch z tych osób nawet nie było w owej chwili w domu. Garda nie zostawiła mi żadnego pokwitowania na zabrane rzeczy, nawet nie miałam możliwości udowodnienia, że naprawdę zostały one przez policję zabrane – tłumaczy swoje zdenerwowanie Małgorzata. – Dostałam tylko adres telefoniczny i dane oficera prowadzącego, do którego w razie wątpliwości mogli zadzwonić właściciele skonfiskowanych przedmiotów. Dziwny pozostaje również fakt, że, mimo iż podejrzani jesteśmy od roku, nikt nie chciał żadnych danych osób mieszkających tu w tym czasie. A lokatorzy zmieniali się kilkakrotnie, więc to właśnie ich mogła szukać Garda. Dostaliśmy również informację, że nie jesteśmy zatrzymani, a tylko podejrzani i nie mamy żadnych zakazów, jeżeli chodzi o poruszanie się po kraju, a nawet zakazu wyjazdu za granicę – podkreśla kobieta. Od tego czasu minął już ponad miesiąc. Pani Małgorzata kilkakrotnie kontaktowała się z owym funkcjonariuszem, ale nigdy nie otrzymała wyczerpującej informacji. – Odpowiadano mi, że sprawa jest w toku i że nawet bez postawienia zarzutów, Garda ma prawo trzymać nasz sprzęt do osiemnastu miesięcy. Najśmieszniejsze, że w pewnym momencie usłyszałam, że mam nie zawracać głowy, bo to nie moja sprawa. Jak to nie moja sprawa?!

Ktoś ma coś jednak na sumieniu

Dzień po przeszukaniu mieszkania Pani Małgorzata wraz z partnerem wyjeżdżała na wakacje. – Było już za późno żeby to odwołać, mieliśmy kupione bilety, zabukowane noclegi, pojechaliśmy. Zresztą i tak musieliśmy czekać na rozwój wypadków. Niestety, już na wakacjach dostaliśmy telefon od mojej znajomej, że lokatorzy wyprowadzili się z naszego mieszkania. Powód? Rzekome prześladowania sąsiadów. Ich zdaniem, dom był wielokrotnie atakowany i cała ulica „huczy”, że tu mieszkają pedofile. Tymczasem, kiedy wróciłam do domu i zapytałam moich irlandzkich sąsiadów, czy słyszeli o naszej sprawie, okazało się, że owszem, widzieli Gardę, ale myśleli, że chodzi o piracki sprzęt. Kto więc ma rzekomo huczeć o polskich pedofilach, skoro nikt o tym nie wie? – pyta retorycznie główna najemczyni domu. Najbardziej podejrzany był jeden z lokatorów, który w momencie przeszukania przebywał ze swoim laptopem w Polsce. Kiedy wrócił i dowiedział się o sprawie, w nocy spakował się i uciekł z domu. Czy tak postępuje osoba, która nie ma nic na sumieniu?

Jestem niewinna..

AS

polskagazeta.jpg

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00