Reklama

Fine Gael wygrała wybory w Irlandii

Poniedziałek, 29 Luty 2016

 26 lutego obywatele Irlandii dali wyraźny sygnał swoim politykom, że nadszedł czas na zmiany.

Partia Jedności Irlandzkiej (Fine Gael) premiera Endy Kenny’ego  wygrała wybory do niższej izby irlandzkiego parlamentu Dail Eireann, jednak z wynikiem zbyt niskim, by uzyskać większość.

Rządząca koalicja Fine Gael-Labour nie ma zatem szans kontynuować swoich rządów przez kolejne 5 lat. Poparcie dla nich spadło z 56% w roku 2011 do zaledwie 32% w tegorocznych wyborach.

Co więcej także odwieczny rywal Fine Gael - Fianna Fáil - nie może się pochwalić imponującym wynikiem wyborczym. Kandydatom tej partii wprawdzie udało się uzyskać więcej mandatów poselskich niż pięć lat temu, ale ich liczba z pewnością nie pozwoli ani na samodzielne rządzenie, ani na utworzenie stabilnej koalicji.

W sumie największe partie - Fine Gael, Fianna Fáil i Labour - straciły w ciągu ostatnich kilku lat aż 26 punktów procentowych poparcia, z 79% w roku 2007 do zaledwie 53% w 2016.

Tyle statystyki i suchych liczb. Teraz zastanówmy się dlaczego tak się stało i gdzie podziały się te głosy oddawane wcześniej na tzw. partie establishmentowe.

Przede wszystkim koalicja rządząca patrząc z perspektywy Dublina źle odczytała nastoje społeczne. Zdecydowanie nie zauważyła, że obiecywane w kampanii wyborczej stabilizacja i utrzymanie wzrostu gospodarczego dla większości wyborców spoza stolicy jest obietnicą stagnacji i utrzymania niskich dochodów.

Siedzący za dublińskimi biurkami politycy i urzędnicy prawdopodobnie nie przyjrzeli się zbyt dokładnie sytuacji setek tysięcy mieszkańców Irlandii, którzy jeszcze nie odczuli wzrastającej fali rozwoju gospodarczego, która powinna ponieść ze sobą nie tylko jachty bogaczy, ale także łódki rybaków.

Można się jedynie dziwić beztrosce Fine Gael i Labour, które nie ustawały w przekonywaniu wyborców, że gospodarka kwitnie, a pod ich rządami przez kolejne 5 lat zakwitnie jeszcze piękniej. Beztroska ta dziwi tym bardziej, że politycy z pewnością widzieli sondaże mówiące o tym, że ponad połowa Irlandczyków "nie odczuła żadnych pozytywnych skutków rozwoju gospodarczego".

Mimo spadającego bezrobocia i rosnących słupków rozwoju gospodarczego realne skutki mierzone wzrostem realnych dochodów gospodarstw domowych nie stały się udziałem mas wyborców, szczególnie tych mieszkających poza bogatymi dzielnicami Dublina lub pracujących w najszybciej rozwijających się branżach.

Ponadto Irlandczycy wciąż jeszcze pamiętają lata Celtyckiego Tygrysa i za nimi tęsknią. Wciąż pamiętają niebotycznie wysokie dochody w niemal wszystkich branżach i we wszystkich zakątkach Zielonej Wyspy. Pamięć ta nie pozwala im zadowolić się stosunkowo niewielkim odbiciem od dna i widokiem bogaczy, którzy korzystają z dobrodziejstw wzrostu gospodarczego pomnażając swoje i tak ogromne fortuny.

Stabilizacja obiecywana wyborcom przez Fine Gael/Labour oznacza dla większości z nich utrzymanie obniżonych pensji, dalszy odpływ emigrującej młodzieży, zapaść w służbie zdrowia, znaczące cięcia w wydatkach publicznych i, co mogło być jedną z najważniejszych kwestii w kampanii wyborczej, utrzymanie opłat za wodę postrzeganych przez setki tysięcy Irlandczyków jako kolejna danina na rzecz bogatej kasty polityczno-urzędniczej.

Co więcej rząd odczytał źle nie tylko społeczne nastroje, ale także oczekiwania społeczeństwa, które nie chce być już mamione obietnicami kolejnych obniżek podatków, a wolałoby, aby te podatki były wydawane mądrze i zapewniły sprawne działanie państwowych instytucji i służb.

W niedawnym sondażu Sunday Independent niemal 40% respondentów stwierdziło, że najważniejszą dla nich kwestią, którą powinni zająć się politycy jest poprawa działania służb publicznych, szczególnie służby zdrowia i Gardy. Jedynie jedna czwarta określiła obniżenie podatków jako najbardziej kluczowe zagadnienie, a tylko co dziesiąty respondent chciał, by politycy zajęli się zmniejszeniem długu publicznego.

Tymczasem rząd, albo nie czytający sondaży, albo im nie wierzący, w swojej kampanii skupił się na obietnicach cięć podatkowych, planach dalszego zmniejszania wydatków oraz przywracaniu stabilności finansom publicznym. Ten sam błąd popełniła zresztą także główna partia opozycyjna - Fianna Fáil - co spowodowało, że wyborcy dostrzegli w głównych graczach sceny politycznej nie partie dbające o los zwykłego obywatela, a raczej o prosperitę klasy bogaczy, którzy skorzystają na niższych podatkach i stabilniejszych finansach publicznych.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, a mianowicie do pytania dokąd "odpłynęły" dziesiątki tysięcy głosów, które nie zostały oddane na główne partie polityczne.

Niemal dwie trzecie wyborców zdecydowało się nie poprzeć rządzącej koalicji, ale większość z nich nie oddało głosu na główną partię opozycyjną, lecz na setki kandydatów niezależnych lub mniejsze partie obiecujące walkę ze znienawidzonym systemem.

Duże zyski polityczne zanotowała nie tylko Sinn Fein, ale także Anti-Austerity Alliance, People Before czy Social Democrats. Większość kandydatów na posłów z mniejszych partii utrzymało swoje miejsca poselskie, a do Parlamentu trafi też kilku nowych posłów niezależnych lub reprezentujących małe ugrupowania.

Jednymi z największych przegranych są politycy partii Labour, którzy zapłacili cenę za zdradę swoich lewicowych ideałów. Na ich klęsce najbardziej obłowiły się lewicowe i otwarcie anty-systemowe partie obiecujące walkę o poprawę losu klasy pracującej.

W chwili gdy piszę ten tekst nie znam jeszcze końcowych wyników wyborów i szczegółowego rozdziału mandatów, który będzie kluczowy dla negocjacji dążących do utworzenia nowego rządu. Nie wiem, które partie utworzą rząd, czy może wobec niemożności sformowania rządu rozpisane zostaną nowe wybory. Nie wiem też, czy główne partie zdecydują się na kolejne wybory, które mogą okazać się początkiem ich końca.

Bo ludzie poczuli, że ich głos protestu ma siłę zdolną zmieniać rzeczywistość. I to społeczne przebudzenie, jakiekolwiek polityczne zabarwienie będzie posiadać, może być największą korzyścią dla Irlandii.

Autor: Krzysztof Wiśniewski

Fot. www.irishtimes.com ( Na zdjęciu  przewodniczący partii Fianna Fáil  Micheal Martin i Michael McGrath)

 

 

Komentarze