Reklama

Co z tą integracją

Wtorek, 8 Wrzesień 2009

Czyli o tym, kto chce się integrować, pisze Tomasz Kaluba. W poprzednią sobotę, 25 sierpnia w ratuszu w Kilkenny odbyła się uroczystość,  na którą również miałem przyjemność być zaproszony. Okazją do zgromadzenia wielu znamienitych gości była rocznica osiedlenia się w mieście społeczności sudańskiej, która przybyła w ramach programu dla uchodźców realizowanego przez ONZ. 73 obywateli Sudanu znalazło tu przyjazne schronienie po wyjeździe z ojczyzny ogarniętej wojną domową. Były przemowy - głos zabrał przewodniczący grupy Sudańczyków Jack Onek oraz niezawodny tym razem w roli tłumacza burmistrz Malcolm Noonan. Kiedy on się nauczył jednego ze 133 języków używanych w Sudanie ? (To oczywiście żart, czytał z kartki.)

Następnie burmistrz przemówił własnym głosem, a zaraz po nim Lindsey Butler z County Council. Jak to zwykle na takich imprezach bywa każdy dziękował sobie nawzajem, wszyscy się uśmiechali, a po przemówieniach  nastąpiła konsumpcja ciepłych przekąsek o rodowodzie afrykańskim.  Na zaproszenie burmistrza stawili się oboje deputowani do irlandzkiego parlamentu pochodzący z Kilkenny, przedstawiciele obu Kościołów     reprezentowani przez biskupów, urzędnicy władz lokalnych, radni oraz przedstawiciele innych społeczności mieszkających w mieście. Wynika z tego, że ranga wydarzenia była odpowiednio duża, by także najwyżsi lokalni dostojnicy znaleźli czas, aby pojawić się w ratuszu w sobotni wieczór. Naliczebniejszą grupę zgromadzonych osób stanowili Afrykanie, nie tylko ci, pochodzący z Sudanu. Większość twarzy była mi znajoma z innych okazji, w których miałem szansę razem z nimi się znaleźć - były to np. spotkania w Citizen Information Centre, kilkoro z nich uczestniczyło w kursie Starting Your Own Business organizowanego przez Kilkenny Enterprise Board. Wliczając w to mnie na sali były tylko dwie osoby narodowości polskiej. Pomimo, że stanowimy naliczniejszą społeczności napływową w mieście nasza frekwencja w życiu społecznym jest znikoma. Na kursie nie było żadnego Polaka, na różnego rodzaju spotkaniach widziałem może dwie osoby. W ostatnich wyborach lokalnych też nie zjawiliśmy się tłumnie. Mogę chyba pokusić się o stwierdzenie faktu, że generalnie jesteśmy nieobecni tam, gdzie wchodzi w grę jakiś interes wspólny, nawet nasz własny, jako grupy. Nie stanowimy grupy, jako społeczność. Nie mam zamiaru podejmować tu próby analizy tzw. „charakteru narodowego”, pracuje nad tym tematem wystarczająco wiele edukowanych głów. Nie  pokuszę się też o formułowanie uniwersalnych opinii i wniosków, bo  sam jestem indywidualistą i szanuję prawo każdego człowieka do decydowania, jak chce spędzać swój wolny czas. Poza tym jedyne wnioski, które mogę wyciągnąć pochodzą z moich własnych, osobistych doświadczeń. W kontekście integracji interesuje mnie zatem  zagadnienie, które sam nazwałbym „ciekawość świata”.

Otóż wnioskując po liczbie rodaków uczestniczących w wydarzeniach życia publicznego, dostępnych dla wszystkich, a więc również i dla nich, owa „ciekawość świata” jest u nich na bardzo niskim poziomie. Na początku mojej irlandzkiej przygody miałem okazję się zetknąć z tym zjawiskiem osobiście. Przez pierwsze dwa lata pobytu na Wyspie mieszkałem z kolegami w jednym domu, którywynajmowaliśmy wspólnie, jak zapewnie większość tzw. emigrantów zarobkowych. Wszyscy zarabiali nieźle, mieli dużo wolnego czasu, zwłaszcza w weekendy.I dopóki organizowałem im wycieczki krajoznawcze - ruszali się z domu. Kiedy przestałem ich wyciągać na siłę - wrócili do starych, sprawdzonych form zabijania nudy. Polska telewizja, internet, alkohol. Wyprawa na ryby nad pobliską rzekę to był szczyt inwencji. Żyli w obcym, potencjalnie ciekawym kraju i przez dwa - trzy lata nie byli dalej niż w odległym o 20 kilometrów mieście, bo był tam sklep z tanią odzieżą. Nauka angielskiego też nie wydawała im się do niczego potrzebna, przecież wszędzie można się dogadać po polsku, nie dostrzegali oczywistej szansy, jaką daje im przebywanie w środowisku angielskojęzycznym.

Zachowywali się tak, jakby nigdzie nie wyjeżdżali. Jak piwo to tylko polskie (fakt, że lepsze niż niejedno tutaj), jak jedzenie, to polska kiełbasa z zamrażarki (pewnie, że lepsza niż np. frytki z octem). Może miałem takie szczęście, ale dopiero po wielu miesiącach zacząłem poznawać Polaków o odmiennej konstrukcji i na każde takie spotkanie reagowałem, jak na kontakt z kosmitą. Bo dla mnie osobiście ciekawość świata jest cechą, która nie pozwala się nudzić w żadnych okolicznościach i szalenie wzbogaca światopogląd. Poza tym, wychodząc poza własne opłotki można czasem coś wygrać dla siebie, świat jest pełen szans. I chyba wiedzą coś o tym Afrykanie, którzy nie przypadkowo pojawiają się wszędzie tam, gdzie można coś dla siebie, mówiąc kolokwialnie, załatwić. Może im jest łatwiej, bo tzw. „poprawność polityczna” każe obchodzić się delikatnie z Murzynem, a nawet mu ustąpić. Jednak bez własnej aktywności nic samo nie przychodzi, a bez znajomości reguł funkcjonowania tego kawałka świata, w którym na własną prośbę się znaleźliśmy - tracimy wiele okazji na lepsze i ciekawsze życie, pozostajemy anonimową rzeszą dobrych pracowników albo ostatnio coraz częściej  klientów Social Welfare, których tak na prawdę nikt poważnie nie traktuje. Bo jak można poważnie traktować kogoś, kogo się nie zna z imienia i nazwiska, kogo nie kojarzy się z jakiejś innej, niż zarobkowa aktywności, wreszcie grupy, która nie posiada swoich reprezentantów, liderów ? 

Komentarze
Pogoda w Irlandi
Notowania walut
MIR E-wydanie
reklama
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00