Reklama

Strzeż się czarownicy. Bajka na Halloween

Niedziela, 1 Listopad 2009

W domu Kyteler-ów zapanowała dawno nie widziana tutaj radość, stary Bankier pokrzykiwał wesoło na służbę, która krzątała się wokół stołu rzucając niepewne spojrzenia to na siebie, to na swego pana. Zapalono wszystkie świece, przypadek nieznany od blisko dziesięciu lat, kiedy to po raz ostatni w domu urządzono przyjęcie dla gości. Mroczne i ponure dotąd wnętrze powoli odsłaniało swą dawną świetność.  A trzeba przyznać, że Bankier nie skąpił pieniędzy, gdy do jego domu przed piętnastu laty wprowadziła się kobieta. Spełniał wszystkie kaprysy swej pięknej małżonki, a ona odwzajmniała mu się w sposób, w jaki tylko szczęśliwe kobiety potrafią. Jednak po kilku latach prawdziwej idylli do domu zaczął wkradać się smutek, który z czasem na stałe tam zagościł. Bankier marzył o dziecku. Jednak dziecko ciągle nie chciało przyjść na świat. Wydał fortunę na medyków, którzy bezradnie rozkładali ręce, sprowadzał kosztowne specyfiki z dalekich krajów. Wszystko na nic. W desperacji, w tajemnicy przed wszystkimi zdecydował się w końcu zaprosić miejscową wiedźmę na konsultację. Przychodziła później jeszcze wielokrotnie, bo tylko ona dawała jakąś nadzieję. Bankier wpadał w coraz większą depresję, smutki topił w pracy pomnażając i tak nie mały już majątek, aż któregoś dnia żona niespodziewanie ogłosiła swój błogosławiony stan, a po dziewięciu miesiącach i dziewięciu dniach, urodziła zdrową i piękną córkę. Był rok 1280. Dziewczynkę nazwano Alicja. To właśnie z okazji jej narodzin w domu Kyteler-ów panowało wielkie święto. Niestety, rzadko w życiu się zdarza, że pełnia szczęścia trwa dłużej niż chwilę. Po kilku dniach żona Bankiera zmarła nie odzyskawszy przytomności po porodzie. Bankier szalał z rozpaczy. Odtąd wszystkie swoje uczucia przelewał na ukochaną córkę, była dla niego całym światem. Starzejący się ojciec dbał, by nie brakowało jej niczego, w końcu był najbogatszym człowiekiem w mieście, mogła prosić o wszystko i dostawała to bez zbędnej zwłoki. Mała Alicja szybko pojęła, jak zbudowany jest świat – wdzięczny uśmiech do ojca otwierał bramy raju, nowe zabawki i stroje przepełniały kufry. Gdy z jakichś powodów nie otrzymała tego, czego chciała – wpadała w złość, tupała nóżkami, krzyczała i groziła ojcu, że go porzuci. To wystarczało w zupełności. Na widok jej uroczej buzi zalanej łzami ojciec przepraszał i realizował najbardziej nawet niezwykłe kaprysy Alicji. Dziewczynka rosła, rosły też jej wymagania. Z czasem zaczęła traktować ojca, jak starego głupca, który tyle jest wart, ile prezenty, które jej ofiaruje. Kiedy ukończyła 18 lat stary, schorowany Bankier przestał nadążać za potrzebami córki, nie był w stanie dać jej już nic więcej, stał się niepotrzebny. Powiadają, że zmarł ze zgryzoty. Niektórzy w dniu jego śmierci widzieli ponoć kobietę wychodzącą z jego domu. Tę samą, która przychodziła wcześniej do jego żony. Uroda, urok i pewność siebie Alicji zwracała uwagę mężczyzn, była „dobrą partią”, w końcu została jedyną dziedziczką rodzinnego majątku. Jednak ona nie poważała młodzieńców tyleż pięknych, co w jej oczach bezużytecznych. Co takiego mogli jej ofiarować ? Byli dla niej, jak zabawki, które wyrzuca się i sięga po następne. Miała zupełnie inne cele. Najbliższym z nich był starszy od niej o 20 lat William Outlawe, wspólnik w interesach jej nieszczęsnego ojca, brat samego kanclerza Irlandii Rogera Outlawe. Ślub został zawarty w dniu dwudziestych urodzin Alicji a po roku urodziła syna Williama juniora. Mąż nie miał za wiele do powiedzenia w tym związku, Alicja miała zwyczaj decydować o wszystkim sama nie pytając się nikogo o zdanie. Prowadziła też bujne życie towarzyskie, jej sława wyrafinowanej i niebezpiecznej kobiety wabiła nowe zastępy mężczyzn pragnących osobiście zmierzyć się z jej seksapilem w nierównej potyczce. Postanowiła rozbudować dom rodzinny i urządzić w nim gospodę, która szybko zyskała sobie miano najbardziej występnego lokalu w mieście, miejsca schadzek i rozpusty, gdzie przykładni na co dzień obywatele zmieniali swe oblicze oddając się perwersyjnym rozrywkom. Czy to zasługa zatrudnionych tam dziewcząt, samej Alicji, a może też serwowanych tam trunków i jadła ? Faktem jest, że jedno z pomieszczeń kuchennych było najbardziej strzeżonym miejscem w gospodzie. Wstęp do niej miała tylko Alicja, jej prawa ręka Petronella of Meath, widziano także pewną tajemniczą kobietę, która pojawiała się regularnie przynosząc tajemnicze zawiniątka, słoiczki, paczuszki i spędzała czas sam na sam z naszą bohaterką na długich rozmowach, a może nawet i na eksperymentach o niewiadomym przeznaczeniu. Są tacy, którzy widzieli już wcześniej ową kobietę w domu Kyteler-ów. Któregoś dnia doszło do tragicznego wypadku – William Outlawe senior zszedł z tego świata w niejasnych okolicznościach. Mówiono, iż opętany zazdrością mąż sforsował drzwi tajnego pokoju, a to, co tam zobaczył spowodowało u niego atak serca. Bo czyż nie można ulec śmiertelnej panice na widok słoików z wnętrznościami kogutów, oczyma kruków, z potwornymi robakami ? Albo widząc członki nieochrzczonych dzieci ugotowanych w garnku z czaszki odciętej na egzekucji złodziejowi ? Tak przynajmniej mówiono, a w tym, co się mówi podobno zawsze jest jakaś część prawdy, czyż nie ? Pewność mamy co do jednego – Alicja szybko wyszła za mąż ponownie. Jej wybór padł na Adama Le Blont, bankiera z Callan. Niestety, nie można powiedzieć o nich, że żyli długo i szczęśliwie, w 1310 roku Adam zapił się na śmierć. Czy wypił za dużo, czy były to po prostu nieodpowiednie trunki – tego nie dowiemy się nigdy. Faktem natomiast jest, że i tym razem wdowa otrzymała cały majątek po swoim zmarłym mężu. Razem z majątkiem rodzinnym oraz tym przejętym po Williamie stanowiło to nie lada bogactwo. Tymczasem gospoda funkcjonowała coraz lepiej, chętnych do uczestnictwa w wyrafinowanych przyjęciach nie brakowało. Można podejrzewać, że nie wszyscy mogli się dostać do grona bywalców, co rodziło rożne podejrzenia co do charakteru odbywanych tam imprez. Wiadomo, zazdrośnikom przedziwne rzeczy przychodzą do głowy, gdy komuś powodzi się lepiej. Sami powiedzcie - czy sukces osiągnąć można za pomocą czarów ? Samych tylko czarów ? W każdym razie opowiadano o przerażających rytuałach, zgromadzeniach na rozstajach dróg, gdzie żywe zwierzęta rozrywano na części i składano w ofierze demonom, o diable Robinie, który rzekomo był kochankiem Alicji. W 1311 roku przyszła kolej na następnego, trzeciego z kolei męża Alicji. Tym razem nie był to bankier, choć stan posiadania zdecydowanie lokował go w elicie finansowej. Richard De Valle posiadał rozległe włości wokół Clonmel, jednak nie przyszło mu długo się nimi cieszyć po ślubie. Zmarł nagle po obfitej kolacji. Oczywiście jego testament brzmiał jednoznacznie – ukochana Alicja dostała wszystko. Od tej pory bezsprzecznie była najbogatszą osobą w prowincji Leinster. Pustka po śmierci Richarda nie trwała długo, w 1320 roku wieloletni stały klient gospody John Le Poer dostąpił tego zaszczytu i został czwartym wybrankiem Alicji. I tym razem sielanka została zakłócona przez problemy zdrowotne męża, trzy lata po ślubie mężczyzna w średnim wieku czuł się, jak wrak człowieka. Siwe włosy wypadały mu garściami, również paznokcie nie chciały trzymać się palców. Wiedziony straszliwym przypuszczeniem, że to może być sprawka żony tuż przed śmiercią udał się do Franciszkanów po pomoc. Tamci skierowali sprawę do biskupa Ossory, dostarczając mu pełne sprawozdanie z występnej działalności Alicji i obarczając ją oraz działających z nią wspólników odpowiedzialnością za śmierć jej czterech mężów. Biskup pilnie zwołał inkwizycję, która jednogłośnie uznała wszystkich winnymi herezji, magii i czarnoksięstwa, zostali ekskomunikowani z Kościoła i przekazani świeckiemu sądowi. Jednak to sam Biskup nieoczekiwanie znalazł się w opałach. Iście demoniczny wpływ Alicji na mężczyzn znów objawił się z pełną mocą. Kanclerz Robert Outlawe, były szwagier Alicji, użył swej władzy i kazał zamknąć Biskupa w więzieniu, w którym przebywał on o chlebie i wodzie przez siedemnaście dni zanim nie uwolnił go przybyły z Dublina sędzia. Świecki trybunał utrzymał jednak wyrok inkwizycji w mocy. Los Alicji oraz jej towarzyszy był przesądzony, mieli zostać wychłostani, a ona sama spalona żywcem na stosie nazajutrz.

Był chłodny jesienny poranek 1324 roku, niemrawe słońce z trudem przebijało się przez zasłonę mgieł wymieszanych z dymem z kominów, tego dnia Kilkenny już dawno nie spało. Idąc w kierunku centrum można było zauważyć gęstniejący tłum, mieszkańcy miasta oraz liczni przyjezdni gromadzili się wokół wielkiego stosu ułożonego przed frontem ratusza. Nagle wyprowadzono kobietę odzianą tylko w noszące krwawe plamy pótno owinięte wokół zmasakrowanego biczami ciała. Jej twarz nie przypominała twarzy człowieka, tak była zniekształcona od tortur. Gwar rozmów najpierw ucichł, a następnie przerodził się w przerażające wycie, które wydobywało się z setek gardeł i ogłuszało obezwładniającą siłą. Kobietę przywiązano do pala na szczycie stosu. Tłum skandował, kiedy stos zapalono. Ogień, z początku nieśmiało liżący suche polana wkrótce ogarnął całą konstrukcję z niszczycielską siłą i płonął dopóki nie dokonał dzieła. Gdy zostały tylko dymiące zgliszcza zgromadzeni ludzie zaczęli w milczeniu rozchodzić się do domów albo do karczm i gospód, by przy szklance jakiegoś trunku wspominać wydarzenia, które właśnie się rozegrały, Alicję Kyteler, jej życie i marny koniec. Czy rzeczywiście tak skończyła najbardziej wpływowa, demoniczna i bezwzględna kobieta Kilkenny, a może i całej Irlandii ? Hm... Mało kto ze skandującego tłumu wiedział wtedy, co stało się poprzedniej nocy. Otóż Roger Outlawe jeszcze raz użył swych wpływów, tym razem nieoficjalnie. Kilku wynajętych przez niego bandziorów pobiło strażników więziennych pilnujących Alicji i uwolniło ją. Podobno Roger zorganizował jej ucieczkę do Londynu, gdzie dożyła kresu swych dni. A kto zatem spłonął na stosie ? To Petronella of Meath, prawa ręka Alicji została poświęcona w zastępstwie swej pani. I na próżno wzywała ją w godzinę śmierci, by przyszła jej z pomocą. Tak kończy się historia o fatalnym zauroczeniu, manipulacji i czarach, pieniądzach i nieposkromionych żądzach. A propos czarów – nie czarujmy się, to wszystko ma miejsce również i dziś, zmieniły się tylko dekoracje, choć niektóre karczmy i gospody pozostały takie same. Pomyślcie o tym wszystkim popijając piwo w Kyteler’s Inn...

kilkennynews.jpg

Komentarze
reklama
Nadchodzące wydarzenia
Najnowsze ogłoszenia
-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

-30% Przeprowadzki & TRANSPORT

698722915
DTD-Kurier IrlandiaPolska

DTD-Kurier IrlandiaPolska

00353851105192
Cała Irlandia i Polska
19.00
Wolswagen Bora

Wolswagen Bora

0892204937
Dublin 15
550.00
Przyczepka samochodowa 200x106

Przyczepka samochodowa 200x106

221002047
Ul. Kuźnicza 6-8
1 799.00