Reklama

Samobójcza śmierć Polki - nie ma kto zabrać ciała z kostnicy

Sobota, 26 Październik 2019

Dziś przytaczamy artykuł z polskiego dziennika "Fakt", który z kolei oparł się na relacji "Irish Times". Artykuł opowiada o Polce mieszkającej w Irlandii, która popełniła samobójstwo w więzieniu, po tym jak trafiła tam z mało istotnego powodu

33-letnia Monika N. pochodziła z Zakopanego, ale od dziesięciu lat mieszkała w Irlandii. 3 października do jej domu w Bettystown przyszli policjanci, by ją aresztować. Powodem było podejrzenie o zakłócanie porządku publicznego. Ponieważ nie miała 100 euro (około 427 zł) na wpłacenie kaucji przewieziono ją do więzienia. 10 dni później już nie żyła.
Historię Moniki N. opisuje na swojej stronie "Irish Times". Polka większość dzieciństwa spędziła w placówce opiekuńczej. Z informacji dziennikarzy wynika, że  już dawno straciła kontakt z biologicznymi rodzicami i nie ma kontaktu z kimkolwiek z jej bliskich, żeby odebrać ciało z kostnicy w Dublinie.
Kiedy wieziono ją do więzienia, zaczęła niepokojąco się zachowywać. Zraniła się i zaczęła wyrywać kłębki włosów z głowy. Mówiła także, że to koniec i odbierze sobie życie. Zaniepokojeni funkcjonariusze zawieźli 33-latkę do szpitala, gdzie udzielono jej pomocy i podano leki. 
Po przybyciu do więzienia Dóchas, stróże prawa poinformowali strażników dlaczego są tak późno, że zatrzymana może chcieć się zabić oraz przekazali fakturę za leczenie. Jak podaje "Irish Times", szefowie placówki zaprzeczają jednak stanowisku Gardy w tej sprawie. Mimo to Monikę N. umieszczono w celi ścisłego nadzoru, która wymaga od strażnika sprawdzania stanu osadzonego, co 15 minut. Więzienie krok ten tłumaczy jednak tym, że w innych celach nie było miejsca.
Już będąc w więzieniu, Polka skontaktowała się z Family Resource Centre (Centrum Pomocy Rodzinie) w swoim miejscu zamieszkania. Była tam dobrze znana m.in. dlatego, że korzystała z usług prawniczki ośrodka. Dorothy Walsh pomagała jej w sprawie cywilnej. FRC poinformowało więzienie, że nie może uiścić kaucji ani zapewnić klientce opieki. 
W nocy z 4 na 5 października Polka targnęła się na życie i trafiła na oddział intensywnej terapii. Zmarła 14 października. W szpitalu odwiedzała ją Dorothy Walsh, która wyjawiła, że klientka cierpiała na epizody psychotyczne oraz epilepsję. Prawniczka pragnie teraz wyjaśnić, czy zrobiono wszystko, by ocalić Monikę przed strasznym losem. 33-latka osierociła dwoje synów. Dzieci mieszkają z ojcem. 

Komentarze